Czy uważa pan, że globalne cła nałożone przez Donalda Trumpa to wydarzenie, które wpłynie na kampanię prezydencką w Polsce? A może to zbyt odległa sprawa?
Dr Bartłomiej Machnik, UKSW: Przekonamy się o tym w ciągu najbliższych dni. Na pewno Donald Trump realizuje swoją politykę nastawioną na zyski wewnętrzne, która nie jest związana bezpośrednio z polską kampanią prezydencką, więc nie można tego zestawiać w bezpośredni sposób. Co do efektów, to musimy poczekać na reakcję Unii Europejskiej, ponieważ od tego moim zdaniem zależy, w jaki sposób kandydaci będą się odnosić do tej decyzji. Nie jestem też przekonany, czy temat ceł będzie dla kandydatów tematem atrakcyjnym z perspektywy polaryzowania społeczeństwa, bo w zasadzie nikt nie jest w stanie na tym zyskać. Odniósł się do tego dyplomatycznie premier Donald Tusk, wspominając, że jest to dotkliwy i przykry cios, ale jednocześnie zaznaczył, że relacje między Polską a Stanami Zjednoczonymi przetrwają. A więc została uruchomiona dyplomacja.
Czytaj więcej
10 miliardów złotych mogą wynieść straty dla polskiej gospodarki wywołane wprowadzeniem przez Donalda Trumpa ceł odwetowych (ceł wzajemnych) na par...
Jednocześnie to kolejne wydarzenie zagraniczne, jak choćby kłótnia prezydenta Wołodymyra Zełeńskiego z Donaldem Trumpem i J.D Vance'em z Gabinecie Owalnym, które „kasuje” kampanię, zabiera jej uwagę w mediach. To pewnie ma wpływ.
Z tej perspektywy najbardziej poszkodowani jesteśmy my, jako społeczeństwo, a to dlatego, że nie jesteśmy w stanie dowiedzieć się wszystkiego o kandydatach, zwłaszcza w kontekście tego, jak widzą Polskę i jak wyobrażają sobie jej rozwój. W dużej mierze ta kampania w 2025 r. jest oparta na reakcjach na wydarzenia światowe. Oczywiście kwestia prezydentury obejmuje również sprawy międzynarodowe, jednak aktualne tematy są na tyle absorbujące, że często wyborcy mogą zapomnieć o tym, co jest najistotniejsze. Czyli to, jaki konkretny pomysł na Polskę ma dany kandydat i jakie są jego lub jej cechy. W moim przekonaniu to kolejny dowód na to, że w Polsce nie rozmawiamy o tym, czym jest format prezydencki, chociażby z perspektywy reakcji na takie informacje. Kandydaci wolą nas przekonywać, że będą mieli wpływ na decyzje, które w rzeczywistości podejmuje konstytucyjnie rząd.
Karol Nawrocki powiedział, że obawia się ceł odwetowych Unii Europejskiej i że cła to reakcja na kryzys UE. Trochę jakby tłumaczył Trumpa i uderzał w Unię.
To jest charakterystyczne dla Karola Nawrockiego w tej kampanii wyborczej, że jego sądy i wypowiedzi są bardzo zachowawcze. Nawrocki wyraźnie stara się unikać „przegięcia” w którąś stronę. Taka odpowiedź wpisuje się w jego strategię wynikającą również poniekąd z braku doświadczenia w prowadzeniu kampanii i obycia politycznego, gdzie często liczy się jasne i klarowne stanowisko.
Jest też ogólna teza dotycząca PiS – że kolejne działania Trumpa są dla partii Jarosława Kaczyńskiego problematyczne. Bo najpierw politycy PiS w Sejmie klaskali i fetowali zwycięstwo Trumpa, a teraz mają z tym problem.
Zgadzam się z tą tezą. To najlepiej pokazuje, że angażowanie się emocjonalne w politykę wewnętrzną innego państwa, jak w przypadku PiS i Donalda Trumpa, rzeczywiście prowadzi do trudności. Zwłaszcza w momencie, kiedy decyzje polityczne tego lidera zaczynają kolidować z interesami Polski. Widać teraz pewien dysonans, zgrzyt. Otóż PiS nie potrafiło „skalibrować” swojej komunikacji i reakcji na zwycięstwo Trumpa w listopadzie z punktu widzenia dialogu i realizowania interesów Polski. W ogóle to doskonały przykład postawy neokolonialnej, czyli pewnego odruchu, by przypodobać się innym. Potrzebujemy tego, żeby był ktoś, kto nas lubi, ktoś kogo my też będziemy lubić i oklaskiwać. Teraz widać efekty takiego uwikłania się i „prymusowania” przed Trumpem przez PiS.