– Ulice wyglądają normalnie, ludzie są trochę jakby
zdezorientowani. Nie ma śladu wojska na ulicach. Pytałem napotkanego policjanta, jakie wprowadzono restrykcje, odpowiedział: jestem tak samo zdziwiony jak pan –
opisywał sytuację w Seulu profesor John Nilsson-Wright z uniwersytetu w
Cambridge, który właśnie znajduje się w Korei.
Ogłaszając nagle stan wojenny w niespodziewanym, nocnym
(według czasu koreańskiego) orędziu, prezydent Yoon Suk-yeol twierdził, że chce
„wykorzenić siły propółnocnokoreańskie, by ochronić konstytucyjny porządek
demokratyczny”. Szef państwa twierdzi, że te siły paraliżują pracę struktur
administracyjnych.