Nawet Donaldowi Trumpowi zdarzają się chwile szczerości. Zwykle doskonale panujący nad swoimi rozmówcami były prezydent przyznał w środę w trakcie spotkania zorganizowanego w Chicago przez Krajowe Stowarzyszenie Czarnoskórych Dziennikarzy, że decyzja o zmianie kandydata demokratów wywróciła do góry nogami jego kampanię wyborczą. – Byliśmy skoncentrowani na słabościach Joe Bidena – przyznał Trump.
Kamala Harris ma 59 lat, a Donald Trump 78, zatem argument podeszłego wieku demokraty nie tylko zniknął, ale wręcz obrócił się przeciwko republikanom.
Teraz republikanie muszą na gwałt przebudować swoją taktykę. Kamala Harris ma 59 lat, a Donald Trump 78, zatem argument podeszłego wieku demokraty nie tylko zniknął, ale wręcz obrócił się przeciwko republikanom.
– Jeśli wróci pan do Białego Domu, pod koniec kadencji będzie miał pan 82 lata – zwróciła uwagę jedna z dziennikarek w Chicago.
– Ale nie mentalnie – odparł Trump.
– Czy jednak w razie pogorszenia stanu zdrowia złoży pan dymisję? – naciskała jego rozmówczyni.
– Ależ absolutnie. Tyle że jest wielu znakomitych 80- i 90-letnich polityków na świecie – padła odpowiedź.
– Gdyby jednak przytrafiło się panu coś nieszczęśliwego, czy J.D. Vance jest od początku gotowy do objęcia funkcji prezydenta? – dopytywano byłego prezydenta.
– Mam dla niego wielki szacunek – zareagował Trump.
Czytaj więcej
Donald Trump odniósł się do słów swojego kandydata na wiceprezydenta, Jamesa Davida Vance'a, który w 2021 roku nazwał Kamalę Harris i inne politycz...
Tyle że senator z Ohio, który ze względu na swoje skromne rodzinne korzenie miał zapewnić republikanom głosy gorzej sytuowanych Amerykanów, teraz staje się powodem kłopotów drużyny miliardera. Trump musi się tłumaczyć z ostrej krytyki kandydata na wiceprezydenta bezdzietnych kobiet.
– Nie każdy w swoim życiu spotyka odpowiednią osobę do założenia rodziny – mówił w Chicago.
Afroamerykanie i Latynosi znów chcą głosować na kandydata demokratów
Wielu wyborców ma też obawy przed radykalną pozycją Vance’a przeciwko aborcji.
Często wskazuje się więc, że decyzja demokratów o wystawieniu Harris w nadchodzących wyborach zaskoczyła sztab wyborczy republikanów. Trump szuka sposobów zaatakowania swojej oponentki, ale robi to nieco po omacku. W Chicago przekonywał, że dopiero w ostatnich latach „stała się czarna”, bo wcześniej przyznawała się rzekomo jedynie do swoich hinduskich korzeni (matka Kamali Harris pochodzi z Indii, a jej ojciec to czarnoskóry Jamajczyk).
Czytaj więcej
- Zawsze była osobą indyjskiego pochodzenia i promowała indyjskie dziedzictwo - mówił Donald Trump w czasie największego dorocznego zgromadzenia cz...
Sondaże z ostatnich dni wskazują jednak, że przystąpieni Harris do walki o Biały Dom zatrzymało proces odchodzenia od kandydata demokratów Afroamerykanów, a także Latynosów. Rośnie także poparcie dla byłej wiceprezydent wśród kobiet.
Różnica w poparciu Donalda Trumpa i Kamali Harris mieści się teraz w granicach błędu statystycznego
W tej sytuacji Trump próbuje wskazać sprzeczność interesów między różnymi mniejszościami etnicznymi w USA. Dowodzi, że masowa nielegalna emigracja z południa uderza w szczególności w czarnoskórych obywateli Stanów, bo odbiera im (zwykle słabo płatne) miejsca pracy. Miliarder próbuje także przekonać wyborców, że Harris, która wyszła za wywodzącego się z rodziny żydowskiej Douga Emhoffa, „nie lubi Żydów”. Zgodził się też z gospodarzem audycji w jednej z ultrakonserwatywnych stacji radiowych Sidem Rosenbergiem, że Emhoff jest „beznadziejnym, okropnym Żydem”. Przy innej okazji Trump dowodził, że Harris nie da sobie rady na spotkaniach z zagranicznymi przywódcami „z oczywistych względów”. Czy miałoby chodzić o jej płeć albo kolor skóry: nie wiadomo.
Miliarder próbuje także przekonać wyborców, że Harris, która wyszła za wywodzącego się z rodziny żydowskiej Douga Emhoffa, „nie lubi Żydów”
Sondaż dla Reutersa wskazuje, że na Kamalę Harris byłoby gotowych oddać głos 43 proc. Amerykanów, a na Donalda Trumpa – 42 proc. To różnica w granicach błędu statystycznego. Ankieta wpisuje się jednak w podobne wyniki innych badań i pokazuje, że demokratom udało się nadrobić narastającą stratę w stosunku do republikanów od tragicznej dla Joe Bidena debaty telewizyjnej z 27 czerwca.