Izrael musi odpowiedzieć na atak Iranu. Netanjahu już to zapowiada

Iran po raz pierwszy uderzył ze swojego terytorium w państwo żydowskie. Od rozpoczęcia izraelskiej inwazji na Strefę Gazy jeszcze nigdy ryzyko rozlania się wojny na cały region nie było tak duże.

Aktualizacja: 15.04.2024 06:09 Publikacja: 14.04.2024 12:58

Izrael musi odpowiedzieć na atak Iranu. Netanjahu już to zapowiada

Foto: AFP

Uderzenie rozpoczęło się w sobotę późnym wieczorem czasu warszawskiego. Łącznie Iran wystrzelił w kierunku Izraela 320 dronów i pocisków manewrujących. Zajęło im wielu godzin, aby dotrzeć do celu. To dało czas Izraelczykom na przygotowanie obrony. Łącznie udało się im zestrzelić 99 proc. pocisków, choć pomogli w tym Amerykanie, ale także m.in. Brytyjczycy i Francuzi. Niewielkie uszkodzenie odnotowano w izraelskiej bazie wojskowej na pustyni Negew. 

W ostatnich tygodniach relacje między Stanami Zjednoczonymi a Izraelem pogarszały się. Amerykańska administracja coraz bardziej krytycznie odnosiła się do pacyfikacji Strefy Gazy, w której, według źródeł palestyńskich, zginęło ponad 35 tysięcy osób. Jednak w chwili, gdy było jasne, że Iran szykuje się do uderzenia na Izrael, prezydent Joe Biden wrócił do Białego Domu ze swojego domu w stanie Delaware. Zapewnił Benjamina Netanjahu o „żelaznym” wsparciu w chwili próby Stanów dla Izraelczyków. Wcześniej w region spodziewanej walki popłynął lotniskowiec Dwight Eisenhower. Amerykanie rozstawili także wyrzutnie przeciwrakietowe. To wszystko stanowiło dodatkowe zabezpieczenie przeciwko irańskiego atakowi. Tym bardziej, że także obrona przeciwlotnicza Jordanii strąciła część pocisków lecących nad krajem w kierunku Izraela. 

Czytaj więcej

Iran zaatakował Izrael. Wystrzelił w jego stronę ponad 300 dronów i rakiet. Niemal wszystkie zostały zneutralizowane

Benjamin Netanjahu już zapowiedział, że zemści się na Iranie

W uderzeniu brały też udział powiązane z Iranem organizacje paramilitarne działające w Jemenie, Libanie, Syrii i Iranie. Wszystko to było odpowiedzią na izraelski atak na irańską ambasadę w Damaszku, w którym zginęło siedmiu Irańczyków, w tym jeden z najwyższych rangą generałów z Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej. 

Czytaj więcej

Iran: Izrael zbombardował ambasadę w Syrii. Nie żyje dowódca Al-Kuds

Decyzję o „ukaraniu perfidnego reżimu syjonistycznego” podjął osobiście Najwyższy Przywódca Iranu, Ajatollah Ali Chamenei. Odpowiedź została jednak pomyślana w taki sposób, aby nie doprowadzić do niekontrolowanej eskalacji na Bliskim Wschodzie. Nie tylko Irańczycy dali czas Izraelczykom na przygotowanie obrony, ale nie objęli też atakiem interesów amerykańskich. Mimo to odpowiedź Iranu stanowi bardzo poważną eskalację napięcia między Iranem i Izraelem. Jeszcze nigdy Teheran nie zdecydował się na uderzenie w państwo żydowskie bezpośrednio ze swojego terytorium. Wydaje się więc przesądzone, że Netanjahu nie może tego puścić płazem.

- Kierujemy się prostą zasadą: temu, kto nam wyrządza szkodę, i my wyrządzamy szkodę - zapowiedział jeszcze w sobotę premier Izraela.

Czytaj więcej

Zachodni politycy ostro potępiają wydarzenia na Bliskim Wschodzie

Dzień później minister obrony Joaw Galant zapowiedział, że konflikt z Iranem „nie jest jeszcze skończony”. Na niedzielne popołudnie Netanjahu zwołał posiedzenie rządu. Zdaniem ekspertów może uderzyć w cele wojskowe w Iranie, a przede wszystkim instalacje wchodzące w skład programu atomowego. Użyłby do tego pocisków manewrujących i rakiet. Jest natomiast mało prawdopodobne, aby w takiej akcji brały udział okręty podwodne: te są zarezerwowane na wypadek egzystencjalnego zagrożenia dla Izraela. 

Otwarty konflikt na Bliskim Wschodzie bardzo utrudniłby Bidenowi wygranie wyborów prezydenckich

Iran zapowiedział jednak, że gdyby Tel Awiw zdecydował się na odwet, odpowiedź byłaby „o wiele bardziej surowa” niż to się stało w minioną sobotę. Aby uniknąć wojny, która obejmie cały Bliski Wschód, prezydent Biden zwołał na niedzielę wieczorem zdalne spotkanie przywódców państw G7. 

Czytaj więcej

Iran zajął statek towarowy w Cieśninie Ormuz. Izrael grozi konsekwencjami

Taki konflikt mógłby mieć poważne skutki dla wyniku wyborów prezydent w USA w listopadzie. Co prawda wedle sondażu dla „New York Times” szanse Joe Bidena nieco wzrosły: może liczyć na poparcie 45 proc. wyborców wobec 46 proc. dla Donalda Trumpa. Jednak przejęcie w sobotę przez Irańczyków powiązanego z izraelskim kapitałem kontenerowca MSC Aries w Cieśninie Ormuz natychmiast spowodował skok cen ropy powyżej 90 dol. za baryłkę. Inwestorzy przestraszyli się, że jeden z najważniejszych dla światowego handlu akwenów zostanie zablokowany. Otwarty konflikt na Bliskim Wschodzie miałby z tego punktu widzenia niepomiernie większe skutki, tym bardziej, jeśli byłyby w niego bezpośrednio zaangażowane Stany Zjednoczone. 

- Nie szukamy starcia z Iranem ale będziemy z całą determinacją bronili naszych interesów w regionie — oświadczył Biały Dom. 

Konflikt może też mieć wpływ na uwolnienie pomocy USA dla Ukrainy. A to dlatego, że blokowany od października pakiet 95 mld dol. zawiera poza wsparciem dla Kijowa (60 mld dol.) także fundusze (14 mld dol.) dla Izraela. Powiązanej w Trumpem frakcji Republikanów, która jest blisko związana z Netanjahu choć zachowuje dystans wobec Ukrainy, bardzo trudno będzie teraz nadal blokować wsparcie dla państwa żydowskiego.  

Uderzenie rozpoczęło się w sobotę późnym wieczorem czasu warszawskiego. Łącznie Iran wystrzelił w kierunku Izraela 320 dronów i pocisków manewrujących. Zajęło im wielu godzin, aby dotrzeć do celu. To dało czas Izraelczykom na przygotowanie obrony. Łącznie udało się im zestrzelić 99 proc. pocisków, choć pomogli w tym Amerykanie, ale także m.in. Brytyjczycy i Francuzi. Niewielkie uszkodzenie odnotowano w izraelskiej bazie wojskowej na pustyni Negew. 

W ostatnich tygodniach relacje między Stanami Zjednoczonymi a Izraelem pogarszały się. Amerykańska administracja coraz bardziej krytycznie odnosiła się do pacyfikacji Strefy Gazy, w której, według źródeł palestyńskich, zginęło ponad 35 tysięcy osób. Jednak w chwili, gdy było jasne, że Iran szykuje się do uderzenia na Izrael, prezydent Joe Biden wrócił do Białego Domu ze swojego domu w stanie Delaware. Zapewnił Benjamina Netanjahu o „żelaznym” wsparciu w chwili próby Stanów dla Izraelczyków. Wcześniej w region spodziewanej walki popłynął lotniskowiec Dwight Eisenhower. Amerykanie rozstawili także wyrzutnie przeciwrakietowe. To wszystko stanowiło dodatkowe zabezpieczenie przeciwko irańskiego atakowi. Tym bardziej, że także obrona przeciwlotnicza Jordanii strąciła część pocisków lecących nad krajem w kierunku Izraela. 

Pozostało 80% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Polityka
Hiszpania odwoła ambasadora w Argentynie? Javier Milei obraził żonę Pedro Sáncheza
Polityka
Zamach stanu w Afryce. Udaremniono atak na prezydenta
Polityka
Stan zdrowia Roberta Ficy. "Najgorsze obawy minęły"
Polityka
Koalicyjny gabinet w Holandii. To będzie rząd skrajnej prawicy
Polityka
Robert Fico pozostaje na oddziale intensywnej terapii. Przejdzie kolejną operację