Ursula von der Leyen chce dalej rządzić w Unii Europejskiej

Obecna szefowa Komisji Europejskiej ogłosiła właśnie, że zamierza kandydować na drugą kadencję.

Publikacja: 20.02.2024 03:00

Szefowa KE objęła to wysokie stanowisko m.in. przy wsparciu rządu Morawieckiego

Szefowa KE objęła to wysokie stanowisko m.in. przy wsparciu rządu Morawieckiego

Foto: afp

Deklarację stanięcia na czele listy chadeków w wyborach do Parlamentu Europejskiego Niemka ogłosiła na spotkaniu swojej rodzimej partii CDU. Formalnie jest więc kandydatką CDU, która bez wątpienia dostanie poparcie całej Europejskiej Partii Ludowej na zjeździe w Bukareszcie 6–7 marca. Jeśli EPL wygra wybory do PE 6–9 czerwca, co jest prawie pewne, wtedy von der Leyen będzie kandydatką Rady Europejskiej, czyli szefów państw i rządów, na stanowisko szefa KE.

Tam na pewno dostanie większość głosów, pytanie jednak o poparcie w PE, gdzie koalicja chadeków, socjalistów i liberałów może się okazać zbyt szczupła. Konieczne może się okazać wsparcie Zielonych lub części skrajnej prawicy.

Von der Leyen przewodniczącą KE. Kto to wymyślił?

Gdy von der Leyen została zgłoszona na przewodniczącą KE w 2019 r., spotkało się to ze sporym zdziwieniem. Był to pomysł francuskiego prezydenta Emmanuela Macrona, który próbował przełamać impas w związku z oporem wobec innych kandydatów – Niemca Manfreda Webera i Holendra Fransa Timmermansa. Ten drugi był już blisko nominacji, ale ostatecznie kilka krajów, w tym Polska, bardzo mocno się sprzeciwiło. Polska miała do niego żal za nieustępliwą krytykę łamania praworządności przez rząd PiS.

I premier Mateusz Morawiecki nieoczekiwanie poparł von der Leyen, a jego doradcy nieoficjalnie przekonywali nawet, że to świetna kandydatka dla Polski. – Niemka, ale chadeczka – powiedział wtedy jeden z nich. Była ministrem rodziny, ministrem pracy, a na koniec obrony w rządach Angeli Merkel. Jako matka siedmiorga dzieci uchodziła za osobę hołdującą tradycyjnym wartościom, co również podobało się PiS. Ostatecznie jednak w kluczowej dla rządu Morawieckiego kwestii praworządności von der Leyen, choć retorycznie znacznie łagodniejsza niż Timmermans, nie ustąpiła. Odwołała się nawet do znacznie bardziej radykalnych instrumentów, jak blokowanie unijnych funduszy dla Polski.

Reelekcja? Ambicje Ursuli von der Leyen są duże

Ma dobrą opinię wśród unijnych przywódców z różnych grup politycznych. Wytyka jej się różne błędy, ale ostatecznie docenia za to, jak ciężko pracowała i jak trudne decyzje podejmowała w czasie swojej naznaczonej wielkimi kryzysami kadencji. Udało jej się stworzyć system wspólnych zamówień szczepionek przeciw Covid-19, co sprawiło, że równy dostęp do nich mieli obywatele wszystkich państw UE. Potem po agresji Rosji na Ukrainę von der Leyen była główną orędowniczką nakładania sankcji na Rosję, pomocy finansowej i militarnej dla Ukrainy, a wreszcie zaproszenia tego kraju do UE, co początkowo nie cieszyło się poparciem największych państw UE, w tym Niemiec.

Jej ambicje wyraźnie wybiegają poza tradycyjne ramy stworzone dla stanowiska przewodniczącego KE i jest też faktycznie twarzą UE na scenie międzynarodowej, choć formalnie to rola do odegrania przez przewodniczącego Rady Europejskiej Charles’a Michela. A jej hasło „de-risking, not de-coupling”, czyli zmniejszanie ryzyka, a nie odcinanie się, stało się dewizą dla przebudowy relacji z Chinami.

Polityka
Donald Tusk w setce najbardziej wpływowych ludzi magazynu "Time"
Polityka
Kontrowersyjna ustawa uchwalona. „Zagraniczni agenci” znów destabilizują Gruzję
Polityka
Rosja: Zmiana na czele Sądu Najwyższego, pierwsza od 1991 r. Szefową koleżanka Putina
Materiał Promocyjny
Jak kupić oszczędnościowe obligacje skarbowe? Sposobów jest kilka
Polityka
Francja zaprasza na rocznicę D-Day Rosję – ale nie Władimira Putina