Lech Wałęsa oskarżony o fałszywe zeznania

Były prezydent twierdził, że podpisy na zobowiązaniu do współpracy z SB oraz pokwitowaniach odbioru pieniędzy, które w 2016 r. znaleziono w domu gen. Czesława Kiszczaka, nie należą do niego. Prokuratura uważa, że kłamał.

Aktualizacja: 30.11.2023 12:14 Publikacja: 30.11.2023 07:32

Lech Wałęsa

Lech Wałęsa

Foto: PAP/Adam Warżawa

– Oskarżonemu zarzucamy złożenie w dniu 13 kwietnia 2016 roku fałszywych zeznań podczas przesłuchania w charakterze świadka w warszawskim oddziale Instytutu Pamięci Narodowej, to jest popełnienie czynu z art. 233 paragraf 1 Kodeksu karnego – mówi „Rzeczpospolitej” prok. Szymon Banna, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie. I wskazuje: – Fałszywe zeznania dotyczą złożenia podpisów na ponad 50 dokumentach, głównie na pokwitowaniach odbioru pieniędzy, ale i na zobowiązaniu do współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa, które znajdują się w aktach personalnych tajnego współpracownika o pseudonimie „Bolek”.

Akt oskarżenia trafił do Sądu Rejonowego dla Warszawy-Śródmieścia.

Jakie dokumenty znaleziono w domu gen. Czesława Kiszczaka?

Cała sprawa zaczęła się w lutym 2016 r. Maria Kiszczak, wdowa po zmarłym kilka miesięcy wcześniej generale Czesławie Kiszczaku, byłym szefie komunistycznej bezpieki, przyszła do ówczesnego prezesa IPN i zaproponowała mu, że za 90 tys. zł sprzeda dokumenty po zmarłym mężu. Miały być sensacyjne - tajne i niejawne - z okresu PRL, dotyczące m.in. współpracy Lecha Wałęsy ze Służbą Bezpieczeństwa (SB). Na dowód przyniosła jedną z notatek zatytułowaną „Informacja opracowana ze słów T.W. »Bolek« z odbytego spotkania w dniu 16 XI 74 r.”.

Zaraz potem do domu Kiszczaków wszedł prokurator z policjantami i – jak wówczas podano – zabezpieczył dokumenty „podlegające przekazaniu IPN”. Ważyły łącznie ok. 50 kilogramów.

Czytaj więcej

IPN: Wdowa po Kiszczaku chciała 90 tysięcy zł

Lech Wałęsa o fałszerstwo teczki oskarżył braci Kaczyńskich

Były prezydent publicznie zareagował - twierdził, że odnalezione u Kiszczaka materiały dotyczące jego osoby są sfałszowane. Na Twitterze pisał: „Teczki (Czesława) Kiszczaka powstały na zlecenie (braci Jarosława i Lecha) Kaczyńskich wykonane pod patronatem (Sławomira) Cenckiewicza, (Krzysztofa) Wyszkowskiego, (Andrzeja) Gwiazdy”.

„Kiszczak tym działaniem nie chciał robić mnie agentem. Chciał natomiast Was przekonać, że jestem agentem. Chciał tylko w Waszych oczach mnie zohydzić i zniszczyć zaufanie. Dlatego przechowywał do tej operacji kilka tego typu dobrze zrobionych podróbek w domu a nie w MSW” – przekonywał były prezydent.

Czytaj więcej

Udostępnią akta z domu Kiszczaka

Były prezydent tłumaczył, że nigdy nic nie podpisał

IPN wszczął śledztwo, by sprawdzić czy i kto ewentualnie podrobił dokumenty, oraz ustalić ewentualnych sprawców. – Lech W. miał wówczas w postępowaniu IPN status pokrzywdzonego – podkreśla prok. Banna.

I wylicza, że w ramach śledztwa IPN zabezpieczono dowody m.in. w postaci teczki personalnej oraz teczki pracy tajnego współpracownika ps. „Bolek”, oraz inne dokumenty ujawnione w czasie przeszukania domu wdowy po Kiszczaku. – Przesłuchany w kwietniu 2016 roku jako świadek Lech W. zeznał, że nigdy nie podpisywał żadnego zobowiązania do współpracy, nigdy nie napisał ani nie podpisał żadnego donosu, ani nie podpisał żadnego pokwitowania odbioru pieniędzy – wskazuje prok. Szymon Banna. I dodaje, że „po okazaniu szeregu dokumentów z teczki tajnego współpracownika, Lech W. zaprzeczył, aby sporządził albo podpisał którykolwiek z okazanych mu ponad pięćdziesięciu dokumentów”. Tylko w odniesieniu do jednego pisma znajdującego się w teczce TW ps. „Bolek”, na którym są odręczne zapiski z podpisem Lech W. – „świadek zeznał, że z dużą dozą prawdopodobieństwa jest to jego pismo i podpis”.

Co stwierdzili biegli, którzy badali podpisy Wałęsy?

Aby zweryfikować zeznania Lecha Wałęsy, zabezpieczono materiał porównawczy – jak podaje prokurator – „w postaci dokumentów nakreślonych przez Lecha W., zachowanych w kolejnych miejscach jego pracy i urzędach, pochodzących z okresu od lat siedemdziesiątych XX w. do czasów obecnych oraz dokumentów wytworzonych przez funkcjonariuszy, których nazwiska występowały w materiałach dotyczących tajnego współpracownika ps. »Bolek«”.

Dokumenty zbadali biegli z zakresu badania pisma ręcznego i dokumentów z renomowanego Instytutu Ekspertyz Sądowych im. prof. dra Jana Sehna w Krakowie.

– Zespół biegłych przeanalizował 158 dokumentów z teczki personalnej i teczki pracy tajnego współpracownika SB o pseudonimie „Bolek”. Następnie porównał je z ponad 140 dokumentami, które bez wątpienia osobiście sporządził lub podpisał Lech W. – tłumaczy nam prok. Banna.

W efekcie biegli wydali – jak twierdzi prokuratura – „kategoryczną opinię, w której stwierdzono, że dokumenty pochodzące z teczki personalnej i teczki pracy tajnego współpracownika ps. „Bolek” zostały nakreślone przez Lecha W.”

Czytaj więcej

Czy Kiszczak szantażował Wałęsę?

Co grozi Lechowi Wałęsie?

Biegli potwierdzili, że Wałęsa sporządził lub osobiście podpisał: odręczne zobowiązanie o podjęciu współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa w grudniu 1970 r., odręczne pokwitowania odbioru pieniędzy za przekazane funkcjonariuszom SB informacje, a także ponad 30 odręcznych doniesień tajnego współpracownika.

Wobec takich ustaleń śledztwo przejęła Prokuratura Okręgowa w Warszawie. By ustalić, czy Lech Wałęsa przesłuchiwany w IPN jako świadek zeznał prawdę, gdy zaprzeczył, że podpisywał dokumenty znajdujące się w aktach personalnych tajnego współpracownika. „W oparciu o kompleksową i jednoznaczną opinię biegłych, którzy dokonali oceny zgromadzonych dokumentów, w szczególności tych ujawnionych w toku przeszukania w domu Marii K., wdowy po byłym generalne i Ministrze Spraw Wewnętrznych PRL Czesławie Kiszczaku, ustalono, że na dokumentach tych figurują podpisy Lecha W. W konsekwencji uznano, że Lech W. składał fałszywe zeznania w toku postępowania Instytutu Pamięci Narodowej” – podaje prok. Banna.

Były prezydent nie przyznał się do popełnienia zarzucanego mu przestępstwa. Za fałszywe zeznania grozi do 3 lat pozbawienia wolności.

Czytaj więcej

Generał Czesław Kiszczak korespondował z Lechem Kaczyńskim

Gdzie jest teraz archiwum Czesława Kiszczaka?

Zarzuty dla byłego prezydenta mają nie tylko wymiar karny, ale i wpływ na wiedzę historyczną. Lech Wałęsa - były prezydent, laureat Pokojowej Nagrody Nobla od dawna był oskarżany (m.in., przez historyków) o to, że był tajnym współpracownikiem o pseudonimem „Bolek”. Dotąd na taką współpracę nie było bezpośrednich dowodów. W 2000 r. Sąd Lustracyjny orzekł, że Wałęsa złożył prawdziwe oświadczenie lustracyjne, że nie był agentem służb PRL. Sąd uznał wtedy, że SB fałszowała akta dotyczące Wałęsy i - oprócz wypisu z rejestru SB - nie ma jakiegokolwiek dowodu, który potwierdzałby fakt jego współpracy jako TW „Bolek”. Według prof. Sławomira Cenckiewicza, historyka, który opisywał kontakty Wałęsy z SB, były prezydent współpracował z służbami przez wiele lat, a nie tylko do 1972 roku.

Czytaj więcej

Kiszczak chciał "odświeżyć pamięć" Lechowi Wałęsie

Część zarekwirowanych w 2016 r. u Marii Kiszczak dokumentów została jej zwrócona. Wdowa po generale sprzedała je potem do jednego z amerykańskich archiwów. W 2018 r. badali je tam dziennikarze „Rzeczpospolitej”. Okazało się, że już po upadku komunizmu Lech Wałęsa oraz gen. Czesław Kiszczak utrzymywali ze sobą kontakt korespondencyjny.

Doniesienia "Rzeczpospolitej" skomentował na Facebooku Lech Wałęsa.

"Czy macie jakiekolwiek wątpliwości,że ten największy łajdak kierował przez około 8 lat "budową teczek Kiszczaka" przeciwko mnie, przekonał panią Kiszczakową by to potwierdziła .Nie wiedzieli że generał wcześniej wykluczył coś podobnego. Wcześniej wymyślił okropne obelgi i potworne kłamstwa opisując je w grubych książkach I różnego typu paszkwilach. Należałoby zarządać udowodnienia tych kłamstw wiersz po wierszu , i te paszkwile nakazać zniszczyć. Gdyby ten łajdak miał podobny czas działania, to udowodniłby że Ci wymienieni przez nich w komisji wpływów, to płatni agenci Moskwy" - napisał były prezydent w komentarzu (pisownia oryginalna).

– Oskarżonemu zarzucamy złożenie w dniu 13 kwietnia 2016 roku fałszywych zeznań podczas przesłuchania w charakterze świadka w warszawskim oddziale Instytutu Pamięci Narodowej, to jest popełnienie czynu z art. 233 paragraf 1 Kodeksu karnego – mówi „Rzeczpospolitej” prok. Szymon Banna, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie. I wskazuje: – Fałszywe zeznania dotyczą złożenia podpisów na ponad 50 dokumentach, głównie na pokwitowaniach odbioru pieniędzy, ale i na zobowiązaniu do współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa, które znajdują się w aktach personalnych tajnego współpracownika o pseudonimie „Bolek”.

Pozostało 94% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Polityka
"Porażka władzy na własne życzenie". Rozmowa z prof. Antonim Dudkiem
Materiał Promocyjny
Jak wykorzystać potencjał elektromobilności
Polityka
Ursula von der Leyen przewodniczącą KE po raz drugi
Polityka
Hołownia o sprawie Romanowskiego: Ktoś w prokuraturze powinien za to odpowiedzieć
Polityka
Dudek: Sprawa Romanowskiego? PR-owa zagrywka, chciano osiągnąć efekt propagandowy
Polityka
KAS bierze się za firmy omijające sankcje. Wszczęto 51 postępowań