Przywódcy zachodni prawie jednogłośnie wskazują na prezydenta Putina jako sprawcę śmierci Jewgienija Prigożyna. Milczy za to Aleksander Łukaszenko, który jeszcze na początku lipca w rozmowie z rosyjskimi dziennikarzami zapewniał, że szef Grupy Wagnera jest bezpieczny. Przekonywał, że Putin nie zamierza go zabijać.

Paweł Łatuszka, jeden z liderów białoruskiego rządu na uchodźstwie, uważa, że śmierć Prigożyna jest sygnałem Kremla również dla białoruskiego dyktatora. – Moskwa pokazuje Łukaszence, co może się z nim wydarzyć, gdyby postanowił ją zdradzić – mówi „Rzeczpospolitej”.

Czytaj więcej

Co najemnicy z Grupy Wagnera zrobią po śmierci Jewgienija Prigożyna?

Niejasny jest los najemników na Białorusi. Białoruska redakcja Radia Swoboda informowała w czwartek, że pod Asipowiczami (tam rozmieszczona jest tymczasowa baza wagnerowców) zdemontowano 100 z 273 namiotów wojskowych.

W rosyjskim Rostowie nad Donem ogłoszono za to alarm dla wszystkich służb mundurowych, bojąc się powtórki puczu. Wokół miasta wagnerowcy ciągle mają swoje obozy.

Czytaj więcej

Andrzej Łomanowski: Nie ma Prigożyna, nie ma problemu, mógłby pomyśleć Putin. Czyżby?

Główna walka rozegra się jednak o afrykańskie kontrakty Prigożyna i jego tamtejszych najemników. Do przejęcia nad nimi kontroli Kreml prawdopodobnie wyśle specjalistę od mokrej roboty z GRU gen. Andrieja Awierianowa.