Rzecznik rządu mówił w RMF FM między innymi o buncie wagnerowców. Piotr Müller pytany był w RMF FM między innymi o to, czy polskie władze wiedzą, czy w Rosji faktycznie doszło do puczu i próby obalenia Putina, czy była to ustawka. - Tego myślę, że żaden analityk, który obserwuje Rosję, tak naprawdę nie wie - powiedział rzecznik rządu. - Najpierw Władimir Putin mówił o "zdradzie" i "buncie". Później o "porozumieniu". Myślę, że nikt nie spodziewał się takiej dynamiki wydarzeń. Stawia ona w niekomfortowym świetle zdolności władz rosyjskich - dodał i zaznaczył, że jest to wewnętrzna sprawa Rosji, która nie zagraża Polsce.
Polityka zapytano także, czy w sobotę faktycznie istniało ryzyko upadku władzy Władimira Putina. - Nikt tego jednoznacznie nie jest w stanie ocenić. Gdy patrzymy na kolumnę wojsk zmierzających kierunku Moskwy i nie wiemy, jakie są rzeczywiste cele osoby, która to robi, to można oceniać takie ryzyko jako możliwe - stwierdził. - Kiedy kolumna się zatrzymała w określonej odległości od Moskwy, te interpretacje były zupełnie inne. Jest czymś zaskakującym, że po słowach Władimira Putina w ogóle doszło do jakiegoś porozumienia - podkreślił, dodając, że jeszcze trzy dni temu uznałby taki przebieg wydarzeń za nierealny.
Czytaj więcej
Jak stwierdził w rozmowie z Jackiem Nizinkiewiczem gen. Mirosław Różański, były dowódca generalny rodzajów sił zbrojnych, prezes fundacji Stratpoin...
Müller: To, co obserwowaliśmy w weekend, jest wewnętrznym kłopotem Rosji
Rzecznik rządu Piotr Müller odniósł się również do tego, że żołnierze Grupy Wagnera mają zostać przeniesieni na Białoruś. - Już w tej chwili na terenie Białorusi stacjonują wojska rosyjskie. Będziemy obserwować czy wojska najemne, jeżeli faktycznie pojawią się na Białorusi, nie będą przemieszczać się w stronę Polski - powiedział. - To dla nas najważniejsza rzecz do analizy, natomiast na ten moment nie widzimy takiego zagrożenia. To, co obserwowaliśmy w weekend jest wewnętrznym kłopotem Rosji. Pewnego rodzaju destabilizacją elit politycznych w Rosji - dodał. - Nie pozostaje nic innego, jak obserwować. Ukraina może starać się wykorzystać tę sytuację do kontrofensywy i odzyskania zajętych przez Rosję terenów - zaznaczył.
Czytaj więcej
Bunt najemników Jewgienija Prigożyna w Rosji pokazał całkowitą słabość władzy prezydenta Władimira Putina.
Bunt wagnerowców
Szef Grupy Wagnera Jewgienij Prigożyn zarzucił w piątek oddziałom rosyjskiego wojska zaatakowanie obozu jego najemników i spowodowanie wielu ofiar. Zapowiedział "przywrócenie sprawiedliwości" w armii Rosji.
W nocy z piątku na sobotę wagnerowcy zajęli kwaterę główną Południowego Okręgu Wojskowego w Rostowie nad Donem, a następnie rozpoczęli rajd w kierunku Moskwy. W związku z wydarzeniami orędzie do narodu wygłosił prezydent Rosji Władimir Putin, który mówił o "zdradzie" i "ciosie w plecy".
Prigożyn odwołuje marsz wagnerowców na Moskwę
W sobotę wieczorem Prigożyn ogłosił koniec marszu i wycofanie swoich oddziałów. Wyjaśnił, że chce uniknąć rozlewu krwi. Negocjacje na linii Kreml-Prigożyn toczyły się za pośrednictwem rządzącego Białorusią Aleksandra Łukaszenki. Rzecznik Władimira Putina Dmitrij Pieskow przekazał, że szef Grupy Wagnera ma wyjechać na Białoruś, a sprawa karna przeciwko niemu zostanie umorzona.