Hiszpania: Premier Sánchez straszy faszyzmem

Premier ogłosił przedterminowe wybory w nadziei, że Hiszpanie nie będą chcieli powrotu frankizmu pół wieku po śmierci dyktatora. Na razie sondaże nie przyznają mu jednak racji.

Aktualizacja: 22.06.2023 06:38 Publikacja: 22.06.2023 03:00

Lider Partii Ludowej Alberto Núñez Feijóo może jako premier za miesiąc być sojusznikiem Polski i Wło

Lider Partii Ludowej Alberto Núñez Feijóo może jako premier za miesiąc być sojusznikiem Polski i Włoch

Foto: AFP

23 lipca może się okazać przełomowym dniem w historii Unii. Jeśli umiarkowana, konserwatywna Partia Ludowa (PP) zdobędzie wtedy większość w koalicji z postfaszystowskim Vox, po raz pierwszy w trzech spośród pięciu dużych krajów Unii u władzy będzie populistyczna prawica. Na dodatek do Włoch i Polski może w przyszłości dołączyć Francja, gdzie Zjednoczenie Narodowe Marine Le Pen jest na fali. Nawet w Niemczech AfD bije rekordy poparcia w sondażach, choć na poziomie federalnym nie ma z kim wejść w koalicję.

Przedterminowe wybory w Hiszpanii: Demonizacja Vox

Wywodzący się z socjalistycznej PSOE premier Pedro Sánchez ma nadzieję, że Hiszpanie takiej perspektywy się przestraszą. Po katastrofalnych dla lewicy wyborach lokalnych pod koniec maja szef rządu rozwiązał Kortezy i zasadniczo przyspieszył wybory pierwotnie zaplanowane na grudzień.

Czytaj więcej

Hiszpania. Frankiści wracają do władzy

W sześciu spośród dziesięciu wspólnot autonomicznych (Hiszpania liczy ich 17) wyborcy w takim stopniu poparli PP i Vox, że oba ugrupowania mają tu większość. Zaczęły się więc negocjacje między oboma ugrupowaniami, które dla lidera ludowców Alberto Núñeza Feijóo są dość żenujące.

Sukces wyborczy zawdzięcza on w znacznej mierze przejęciu właściwie całego elektoratu po liberalnej Ciudadanos. Teraz ci centrowi wyborcy mogą się odwrócić od PP, jeśli dojdą do wniosku, że w ten sposób otwierają drogę do władzy dla skrajnej prawicy.

Vox to ugrupowanie, które powstało dziesięć lat temu dzięki przejęciu najbardziej radykalnego elektoratu, który do tej pory znajdował schronienie w PP. Od tego czasu partia stała się trzecią siłą polityczną królestwa. Teraz jej lider Santiago Abascal stawia twarde warunki współpracy z Feijóo. Chce, aby przedstawiciele jego ugrupowania weszli do rządów regionalnych, a nie popierali je tylko w lokalnych parlamentach.

Czytaj więcej

Sondaż: Prawica idzie po władzę w Hiszpanii

Takie porozumienie już udało się zawrzeć we Wspólnocie Walencji, jednej z najbogatszych w królestwie, gdzie mieszka co dziesiąty Hiszpan. Sprzyjająca Sánchezowi prasa teraz lubuje się w podawaniu szczegółów porozumienia. Okazuje się, że wykreślono w nim walkę z ociepleniem klimatu (wielu działaczy Vox nie wierzy, że jest winą działalności człowieka) w jednym z krajów Europy, któremu najbardziej grozi pustynnienie.

Nie ma już też zapisów o wdrażaniu ustawy o pamięci historycznej, która zawiera tylko skromne zapisy odnośnie do rozliczenia z frankizmem, jak finansowanie przez państwo poszukiwań miejsc pochówków ofiar krwawej dyktatury. Zniknęły też zapisy o promocji języka walenckiego (odmiana katalońskiego), podobnie jak powstrzymaniu przemocy w rodzinie.

Dylemat dla ludowców jest na tyle duży, że negocjacje nad utworzeniem koalicji z Vox w innych regionach, jak Estremadura czy La Rioja, zostały wstrzymane. A sam Feijóo oświadczył, że kobiety mordowane z powodu „machismo” to rzecz w Hiszpanii jak najbardziej realna.

W wywiadzie udzielonym dziennikowi „El País” Sánchez uznał, że porażka lewicy w wyborach lokalnych wynikała z tego, że jej elektorat się tego dnia nie zmobilizował, podczas gdy wyborcy prawicowi – już tak.

Lider PP zaproponował premierowi pakt, zgodnie z którym władzę we wspólnotach autonomicznych przejmie to ugrupowanie, które wygra wybory, nawet jeśli nie będzie tam miał większości. Feijóo chciał w ten sposób uniknąć dalszej współpracy z Vox (koalicje ludowców z tym ugrupowaniem już istnieją w Andaluzji i Kastylii-León). Sánchez jednak takie rozwiązanie odrzucił, de facto wpychając umiarkowaną prawicę w ramiona frankistów.

Wybory w Hiszpanii: Starcie strachu przed skrajną prawicą i skrajną lewicą

Strategię „diabolizacji” Zjednoczenia Narodowego od lat wdraża Emmanuel Macron, ale z miernym skutkiem: ugrupowanie rośnie w sondażach w siłę. Także w Hiszpanii na razie ta strategia nie wydaje się dla lewicy skuteczna.

Sondaż dla „El País” i radia Ser pokazuje, że PP może liczyć na 136 mandatów (33 proc. głosów) w 350-osobowej izbie niższej Kortezów. Z Vox zabrakłoby mu tylko dwóch mandatów do większości, którą najpewniej uzyskałby od partii regionalnych Wysp Kanaryjskich oraz Nawarry (UPN). PSOE mógłby liczyć tylko na 106 mandatów (28,3 proc. głosów).

Bo też Sánchez sam płaci wysoką cenę za współpracę z kontrowersyjnymi koalicjantami.

– Te wybory to będzie starcie strachu przed skrajną prawicą ze strachem przed radykalną lewicą – mówi „Rzeczpospolitej” Alberto Madrigal, niezależny politolog z Madrytu.

Od zaprzysiężenia swojego rządu Sánchez osiągnął wiele. Kraj ma jeden z najniższych wskaźników inflacji w Unii, bezrobocie spada, gospodarka przyspiesza. Minimalna płaca wzrosła o 47 proc., a kontrakty śmieciowe, przekleństwo młodzieży, zostały zasadniczo ograniczone. Dialog podjęty z katalońskimi nacjonalistami doprowadził do spadku poparcia dla oderwania się prowincji. Hiszpania, która przejmuje 1 lipca przewodnictwo w UE, stała się też ważnym graczem w Brukseli: to jej premier wystąpił z ideą Funduszu Odbudowy po pandemii. Udało mu się też powstrzymać masową nielegalną imigrację.

Wybory parlamentarne w Hiszpanii: Kłopotliwi koalicjanci

Jednak socjaliści płacą wysoką cenę za koalicję z radykalną, ideologiczną lewicową Podemos. W szczególności spod pióra minister ds. równouprawnienia Irene Montero wyszło wiele nieudanych projektów ustaw, jak w sprawie zgody na akt seksualny, z powodu czego na wolność wyszło ponad tysiąc osób oskarżonych o gwałt.

Teraz na gruzach Podemos powstaje nowe, bardziej umiarkowane ugrupowanie lewicowe Sumar. Na jego czele stanęła popularna minister pracy Yolanda Díaz. Sánchez obawia się, że może do niego przejść część wyborców PSOE. Chce więc przeprowadzić wybory, zanim ta formacja się skonsoliduje. Ale to ryzykowne zagranie, bo może się okazać, że socjalistom zabraknie koalicjanta. Wielu Hiszpanów nie może jednak wybaczyć Sánchezowi, że doszedł do władzy dzięki wstrzymaniu się od głosów posłów Republikańskiej Lewicy Katalonii (ERC), i to zaledwie dwa lata po przeprowadzeniu nielegalnego referendum niepodległościowego przez nacjonalistyczny rząd regionalny w Barcelonie.

Równie kontrowersyjna jest współpraca premiera z baskijskim ugrupowaniem EH Bildu (także wstrzymał się od głosu w chwili wotum zaufania), politycznego spadkobiercy terrorystycznej organizacji ETA. Taka strategia współpracy z siłami uchodzącymi do tej pory za niegodne dialogu nazywa się już nawet w Hiszpanii „sanchyzmem”.

Premier może też zapłacić za długie już lata zapaści demograficznej. Starszy elektorat, bardziej skłonny do pójścia do wyborów, zwykle głosuje mocniej na prawicę. A młodych jest w Hiszpanii, jak i w całej Europie, coraz mniej.

23 lipca może się okazać przełomowym dniem w historii Unii. Jeśli umiarkowana, konserwatywna Partia Ludowa (PP) zdobędzie wtedy większość w koalicji z postfaszystowskim Vox, po raz pierwszy w trzech spośród pięciu dużych krajów Unii u władzy będzie populistyczna prawica. Na dodatek do Włoch i Polski może w przyszłości dołączyć Francja, gdzie Zjednoczenie Narodowe Marine Le Pen jest na fali. Nawet w Niemczech AfD bije rekordy poparcia w sondażach, choć na poziomie federalnym nie ma z kim wejść w koalicję.

Pozostało 92% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Polityka
23 najbardziej szalonych europosłów. Na liście dwa nazwiska z Polski
Polityka
Białoruś i Rosja zdradziły sojusznika. „Mając takich przyjaciół, nie potrzeba wrogów”
Polityka
Dwa sondaże z Izraela: Beniamin Netanjahu może je przyjąć z mieszanymi odczuciami
Polityka
Sondaż: Partia Konserwatywna przegrywa już nie tylko z Partią Pracy
Materiał Promocyjny
Jaki jest proces tworzenia banku cyfrowego i jakie czynniki są kluczowe dla jego sukcesu?
Polityka
Donald Trump miał powiedzieć o Ukrainie: Nigdy nie będą stać przy nas
Polityka
Radykalne partie zdobywają niemiecką scenę polityczną. Czas skrajnej lewicy i prawicy