Hiszpania. Frankiści wracają do władzy

Wybory regionalne przyniosły niespodziewaną klęskę lewicy. Premier Sanchez rozpisuje na 23 lipca wybory do Kortezów.

Publikacja: 30.05.2023 03:00

Lider Partii Ludowej Albert Nunez Feijoo szykuje się do aliansu ze skrajnie prawicowym Vox

Lider Partii Ludowej Albert Nunez Feijoo szykuje się do aliansu ze skrajnie prawicowym Vox

Foto: Pierre-Philippe MARCOU / AFP

W niedzielę padły bastiony hiszpańskiej lewicy. Do wyborów poszli mieszkańcy 12 z 17 regionów autonomicznych królestwa. W dziesięciu z nich do tej pory rządziła lewica. Teraz straciła aż sześć. Najtrudniejsza jest do zaakceptowania porażka we Wspólnocie Autonomicznej Walencji. Jednak PSOE będzie musiała oddać władzę także w mniejszych regionach: La Rioja, Kantabrii, Aragonie, Estremadurze, Balearach. W Madrycie władzę utrzymała gwiazda chadeków (Partido Popular, PP) Isabel Diaz Ayuso. W Barcelonie wygrał kataloński nacjonalista Xavier Trias. PP wzmocniła także wpływy w Murcji. Niewielkie pocieszenie: PSOE utrzymała władzę w Kastylii-La Mancha. Ale ledwie.

To fatalny sygnał przed wyborami do parlamentu (Kortezy), które planowane były na grudzień. Hiszpania dołącza w ten sposób do grupy dużych krajów Unii, w tym Włoch, Francji czy Polski, gdzie na fali jest populistyczna prawica. Łącznie PP uzyskała 31,5 proc. głosów, więcej niż PSOE (28,5 proc.). To pierwsze wyborcze zwycięstwo ugrupowania kierowanego przez Alberto Nuneza Feijoo od 2017 r.

Pedro Sanchez doszedł do władzy w 2018 r. na fali ogromnego skandalu korupcyjnego, który pogrążył PP i ówczesnego premiera Mariano Rajoya. Miał od tego czasu sporo sukcesów. Hiszpania notuje najniższe od kilkunastu lat bezrobocie, a wskaźnika inflacji (4,1 proc.) może mu tylko pozazdrościć nie tylko Polska. I przyzwoity jak na obecne warunki światowe wzrost PKB.

Czytaj więcej

Po latach zmniejszania się różnicy między dochodami Polaków i Hiszpanów dystans znów zaczyna rosnąć

Socjalistyczny premier zdołał też w znacznym stopniu rozładować katalońską irredentę dzięki polityce dialogu z nacjonalistami w Barcelonie. Poparcie dla budowy przez nich niezależnego państwa zasadniczo spadło. Hiszpania okazała się też pod rządami Sancheza zdeterminowanym sojusznikiem Ukrainy – jako pierwsza zaproponowała np. przekazanie czołgów Leopard.

Sojusznicy z ETA

Wszystko to jednak okazało się niewystarczające w oczach większości Hiszpanów. Jednym z powodów jest sojusz, w jaki Sanchez wdał się z baskijskimi i katalońskimi partiami regionalnymi, bez których nie miałby większości w parlamencie. Szczególne kontrowersje spowodowała współpraca z Bildu, której trzech deputowanych to byli terroryści z baskijskiej ETA.

Ale wiele kosztował też Sancheza alians z radykalnie lewicowym ugrupowaniem Unidos Podemos. Pod jego naciskiem przyjął kontrowersyjną ustawę w sprawie zgody na stosunek seksualny. Z jego powodu ponad 1000 skazanych za przestępstwa na tle obyczajowym zostało zwolnionych z więzień.

PP skorzystała z kolei z całkowitego rozpadu liberalnego ugrupowania Ciudadanos, zagospodarowując jego elektorat.

Feijoo staje jednak też przed trudnym dylematem. W pięciu z sześciu wspólnot autonomicznych odbitych lewicy chadecy nie mają większości, chyba że wejdą w sojusz ze skrajnie prawicowym ugrupowaniem Vox Santiago Abascala. Taki alians już co prawda funkcjonuje w Kastylii-Leon oraz (tylko na poziomie parlamentu regionalnego) w Andaluzji. Jednak teraz miałby obejmować znacznie większą część kraju. To może przerazić wielu wyborców przed wyborami do Kortezów, bo chodzi o ugrupowanie, które czerpie korzenie z frankizmu: w październiku 2020 r. Abascal w parlamencie oświadczył nawet, że ekipa Sancheza to najgorszy rząd Hiszpanii od 80 lat. A więc gorszy od krwawej dyktatury, która kosztowała życie setki tysięcy Hiszpanów.

Rozbita lewica

Na ten strach liczy Sanchez, tym bardziej że Abascal będzie stawiał chadekom twarde warunki. Rozpisując przedterminowe wybory, premier ma nadzieję, że przypadną one na moment żenujących negocjacji między PP i Vox.

Czytaj więcej

Hiszpania sfinansuje 43 tys. mieszkań komunalnych

Innym powodem jest kalendarz międzynarodowy szefa rządu. 1 lipca rozpoczyna się przewodnictwo Hiszpanii w Unii Europejskiej. 13 lipca Sanchez ma wystąpić w Parlamencie Europejskim w Strasburgu, a cztery dni później, a więc tuż przed wyborami, będzie gospodarzem szczytu UE–Ameryka Łacińska w Granadzie. Pokaże się wtedy jako uznany na świecie mąż stanu, umiarkowana alternatywa dla skrajnej prawicy.

Jednak po rozpadzie Ciudadanos prawica przystępuje do wyborów w znacznym stopniu zjednoczona (PP i Vox). Na lewicy tak nie jest, w szczególności z powodu powstania kolejnego ugrupowania Sumar, do którego poza założoną w 1879 roku PSOE i Unidos Podemos trzeba dodać mnogość regionalnych partii lewicowych. Bez zbudowania ponadpartyjnego aliansu trudno będzie myśleć o zwycięstwie.

W niedzielę padły bastiony hiszpańskiej lewicy. Do wyborów poszli mieszkańcy 12 z 17 regionów autonomicznych królestwa. W dziesięciu z nich do tej pory rządziła lewica. Teraz straciła aż sześć. Najtrudniejsza jest do zaakceptowania porażka we Wspólnocie Autonomicznej Walencji. Jednak PSOE będzie musiała oddać władzę także w mniejszych regionach: La Rioja, Kantabrii, Aragonie, Estremadurze, Balearach. W Madrycie władzę utrzymała gwiazda chadeków (Partido Popular, PP) Isabel Diaz Ayuso. W Barcelonie wygrał kataloński nacjonalista Xavier Trias. PP wzmocniła także wpływy w Murcji. Niewielkie pocieszenie: PSOE utrzymała władzę w Kastylii-La Mancha. Ale ledwie.

Pozostało 86% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Polityka
Marine Le Pen odcina się od niemieckiego AfD. Powodem wypowiedzi o nazistach
Polityka
Irlandia, Hiszpania i Norwegia ogłoszą uznanie Palestyny jako państwa. Izrael reaguje
Polityka
Nowa odsłona wojny gruzińskich władz z Zachodem. Płyną ku Rosji?
Polityka
Migranci z dalekiej Afryki. Śmierć w drodze do Europy
Polityka
Rosyjski sąd skazał eksperta od rakiet hipersonicznych. „Fala aresztowań naukowców”