Czytaj więcej

Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 466

Prorosyjscy aktywiści nazwali niemieckiego kanclerza "podżegaczem wojennym", "kłamcą" i "bandytą". Domagali się "pokoju bez broni".

Scholz kontynuował jednak swoje przemówienie i ostro zareagował na krzyki dochodzące do sceny.

- Putin jest prowodyrem wojny, najechał Ukrainę z 200 000 żołnierzy. Putin chce zniszczyć i podbić Ukrainę - powiedział kanclerz Niemiec.

Scholz dodał również, że "krzykacze", którzy zebrali się na wiecu, powinni byli nazwać Putina podżegaczem, "gdyby mieli choć trochę rozumu w głowie".

Podkreślił, że nie widzi alternatywy dla wspierania Ukrainy, nawet bronią, z powodu agresywnej wojny Rosji. - Tak, to konieczne, jeśli kraj zostanie zaatakowany, to musi, a potem może się bronić - dodał.

Wskazał, że Putin zabił wielu obywateli, w tym dzieci i osoby starsze. Podkreślił, że "pokój i wolność są zagrożone z powodu tej agresywnej wojny".

Następnie na scenie pojawił się premier Brandenburgii Dietmar Voedke, który wezwał protestujących do zgromadzenia się na Placu Czerwonym w Moskwie.

- Taki wiec powinien odbyć się na Placu Czerwonym przed Kremlem. Tam można by słusznie poprosić Putina o natychmiastowe oddanie broni. Ale wtedy poznalibyście Rosję, którą tak bardzo kochacie, z zupełnie innej perspektywy - powiedział Voigtke.