Kanclerz jest z siebie zadowolony. W najnowszym podkaście wideo trzeźwo i rzeczowo ogłosił, co jego rząd osiągnął w pierwszym roku sprawowania władzy: wspierał Ukrainę humanitarnie, finansowo i zbrojnie.

Poza tym starał się o zabezpieczenie dostaw energii i ustawowe przyspieszenie rozbudowy odnawialnych źródeł energii. Aby odciążyć finansowo obywateli w związku z gwałtownym wzrostem cen, podniósł płacę minimalną i przeforsował lepsze świadczenia socjalne.

Posłużył się przy tym sformułowaniem: „zatroszczyliśmy się o to; umożliwiliśmy to; nadal o to dbamy; położyliśmy pod to niezbędny fundament”. Między wierszami ukrył przesłanie: mamy sytuację pod kontrolą, mimo kryzysów egzystencjalnych, z jakimi żaden rząd federalny jeszcze nie musiał się mierzyć.

Czytaj więcej

Angela Merkel: Po aneksji Krymu Niemcy nie zareagowały wystarczająco stanowczo

Gdyby Olaf Scholz miał wystawić szkolną ocenę „koalicji sygnalizacji świetlnej” – jak nazywa się sojusz SPD, Zielonych i FDP od barw poszczególnych partii – z pewnością nie byłaby ona zła.

Niezadowoleni niemieccy wyborcy

Wielu Niemców widzi to nieco inaczej. Od kilku miesięcy koalicja nie ma już większości w badaniach opinii publicznej. Jednocześnie wzrosło niezadowolenie wyborców z rządu. Tylko mniejszość jest zdania, że obecna koalicja dobrze daje sobie radę.

Politolog Ursula Muench nie chce oceniać jej aż tak surowo. – Rządowej koalicji daję ocenę zadowalającą – mówi DW dyrektor Akademii Kształcenia Politycznego w Tutzing. Jej zadania, jak podkreśla, były duże i trudne. Zamiast po prostu realizować umowę koalicyjną, rząd reagował elastycznie i odszedł od niektórych dogmatów politycznych.

Rządzenie w „punkcie zwrotnym”

Trójpartyjny sojusz wystartował 8 grudnia 2021 roku jako „koalicja postępu”. Obiecał, że całą energię włoży w modernizację kraju; że Niemcy będą bardziej neutralne klimatycznie; że wzrośnie cyfryzacja kraju, który będzie się szybciej dopasowywał do nowych wymogów. W umowie koalicyjnej określono punkt po punkcie niezbędne projekty.

Tymczasem już dwa i pół miesiąca później świat się diametralnie zmienił. Rosja napadła na Ukrainę, co zmusiło rząd do uznania, że znalazł się w „punkcie zwrotnym”, jak to określił kanclerz podczas przemowy w Bundestagu. Bezpośrednią konsekwencją tej zmiany była zapowiedź Scholza przeznaczenia 100 mld euro na Bundeswehrę i ogłoszenia przez niego solidarności z Ukrainą i pomocy dla niej.

Kanclerz Scholz kręci i lawiruje

Zerwanie z dotychczasową doktryną państwa niemieckiego o niedostarczaniu broni do rejonów kryzysowych głęboko uderzyło w SPD i Zielonych. Musieli porzucić swoje w gruncie rzeczy pacyfistyczne przekonania. Zielonym udało się to najlepiej i obecnie należą do najbardziej zdecydowanych zwolenników dostaw broni do Ukrainy. Natomiast SPD i kanclerzowi Scholzowi długo zarzucano nadmierne kunktatorstwo i wahania.

Politolog Ursula Muench widzi to nieco inaczej. Jej zdaniem „słusznie szukano równowagi między wsparciem dla Ukrainy, a obawami o rozszerzenie się wojny”. Niemiłym zjawiskiem jest jednak to, że zarówno europejscy partnerzy Republiki Federalnej, jak i USA wciąż nie są pewni, „jaką strategię realizuje niemiecki kanclerz”.

Koniec z dostawami rosyjskiego gazu

Na rosyjską reakcję na wsparcie Niemiec dla Ukrainy nie trzeba było długo czekać. Krok po kroku Moskwa zakręcała kurek z gazem dla Niemiec, które są w dużym stopniu uzależnione od jego dostaw z Rosji, aby wywrzeć na nie presję. Ceny energii eksplodowały, wywołując w Niemczech najwyższą od dziesięcioleci inflację.

Dramatyczne konsekwencje dla państwa, gospodarki i obywateli odtąd determinowały działania rządu w Berlinie. Uruchomiono trzy pakiety pomocowe o łącznej wielkości około 100 mld euro. Do tego dochodzi 200-miliardowy gospodarczy „parasol ochronny” z hamulcem cen gazu, ciepła i energii elektrycznej.

Nie mówiąc o funduszach dla firm dotkniętych sankcjami czy wojną oraz o pieniądzach na zakwaterowanie i opiekę nad około milionem uchodźców wojennych z Ukrainy, których Niemcy w międzyczasie u siebie przyjęły.

Nietypowa sytuacja i nietypowe działania

Jeśli zsumować wszystkie długi, które nowa koalicja musiała zaciągnąć w pierwszym roku urzędowania, uzyskujemy około 500 mld euro. Kanclerz Scholz ukuł na to termin „podwójnego łubu-du”, nawiązując do swojego pierwszego „łubu-du” w postaci nadzwyczajnych funduszy pomocowych dla poszkodowanych w pandemii koronawirusa, które ogłosił, jeszcze jako federalny minister finansów, w 2020 roku. Zawsze opanowany i spokojny, który na co dzień nie poddaje się emocjom, najwyraźniej potrzebował tak silnych sformułowań, aby podkreślić dramatyzm zaistniałej sytuacji.

Właśnie ze względu na napiętą sytuację finansową państwa, wiele projektów z umowy koalicyjnej trzeba było odłożyć w czasie. Wszyscy trzej partnerzy byli jednak w stanie przeforsować niektóre ze swoich projektów, jak podkreśla Ursula Muench. Odnosi się to zwłaszcza do partii SPD, z jej pomysłem wprowadzenia dochodu obywatelskiego i podniesienia płacy minimalnej.

– Zieloni mogą wskazać na to, że trzymają się wyjścia z energii jądrowej, za tym opowiadają się tylko ich zwolennicy, a nie większość niemieckiego społeczeństwa – mówi prof. Muench. Partii FDP, która weszła do rządu z zamiarem uzdrowienia finansów publicznych, trudniej jest pokazać swój profil.

– Solidny budżet odsunął się w czasie z powodu kryzysu, a na projekty infrastrukturalne potrzeba lat – wyjaśniła ekspertka.

Kanclerz też musiał czasem interweniować

Jej zdaniem, w obliczu ogromnych wyzwań, obecna koalicja rządowa powinna była „wyrzucić za burtę” więcej swoich dawnych przekonań.

– Uważam, że rząd dość często gubił się w fundamentalnych sporach – twierdzi Ursula Muench. W dyskusji na temat przedłużenia okresu eksploatacji elektrowni jądrowych koalicjanci posunęli się tak daleko, że kanclerz musiał interweniować i przypomnieć im, kto tu rządzi.

A przecież wewnętrzne spory, waśnie i niesnaski były czymś, czego ten rząd chciał uniknąć za wszelką cenę. Chociaż partie SPD, Zieloni i FDP są partnerami o zróżnicowanych przekonaniach politycznych, cała trójka obiecała odłożyć to, co ją dzieli, na bok dla osiągnięcia wspólnego celu. A przede wszystkim nie mówić o sobie źle, zwłaszcza na forum publicznym.

Zazdrość i wzajemne urazy

To się jednak nie sprawdzało, zwłaszcza wtedy, gdy któraś ze stron czuła, że zostaje w tyle. Latem, gdy Zieloni wyprzedzali SPD w sondażach, a wskaźniki sympatii dla ministra gospodarki z ramienia Zielonych, Roberta Habecka, znacznie przewyższały wskaźniki socjaldemokratycznego kanclerza Scholza, niektórzy prominentni członkowie SPD skwitowali to drwiącym komentarzem: „Zasada Habecka działa w ten sposób: występuje niczym gwiazda filmowa, realizacja jego pomysłów budzi duże wątpliwości, a na koniec za wszystko płacą szeregowi obywatele”.

Zieloni bronili się przed tymi uwagami mówiąc, że „słabe występy publiczne kanclerza i jego marne notowania w sondażach” nie zostaną usunięte i zrównoważone przez „nielojalne zachowanie się i wzajemne urazy w koalicji rządowej”.

Punkt zwrotny – także w polityce gospodarczej

Wszystko to dało o sobie znać w czasie, gdy ceny energii poszybowały gwałtownie w górę i stało się jasne, że nie uda się rozwiązać tego problemu bez ogromnej pomocy finansowej ze strony państwa. Dla politolog Ursuli Muench hamulec cen gazu i prądu nie jest jednak dobrym rozwiązaniem.

– Koszty energii są silnie i hojnie dotowane, a jednocześnie zbyt mało robi się, aby zwiększyć podaż dostępnej energii przyjaznej dla klimatu.

W każdym razie, jak twierdzi ekspertka, koalicja rządowa musi wymyślić na przyszłość coś innego niż wydawanie coraz większych pieniędzy. – Kryzysy i społeczne obawy przed inflacją nie będą w przyszłości uśmierzane tylko kosztownymi transferami finansowymi.

W 2023 roku może być jeszcze gorzej i trudniej

Minister finansów i lider partii FDP Christian Lindner chce w przyszłym roku ustabilizować budżet państwa i przestrzegać hamulca zadłużenia. Czy to może się udać?

Niedobór energii pozostanie. Gdy wiosną magazyny gazu zostaną opróżnione, trzeba będzie znaleźć sposób na ich ponowne napełnienie do późnej jesieni. Bez dostaw gazu z Rosji jest to iście herkulesowe zadanie.

Inflacja pozostanie wysoka w przewidywalnym czasie, niemiecka gospodarka stoi w obliczu recesji. W drugim roku urzędowania rząd federalny będzie miał prawdopodobnie znacznie więcej wyzwań niż w pierwszym. Dla kanclerza oznacza to wysiłki na rzecz utrzymania wewnętrznej spójności koalicji i pozostawanie na wyznaczonym kursie. To także nie jest łatwym zadaniem.

Olaf Scholz zapewne zajmie się tą sprawą tak, jak zawsze czynił w swojej kilkudziesięcioletniej karierze politycznej: pozostanie niezachwiany, stoicki i czasem trochę uparty.