Kiedy w pierwszej kadencji, w sytuacji lepszej niż dzisiaj, PiS zaczynał wchodzić na coraz wyższe obroty w rozdawnictwie, niektórzy ostrzegali, że zadłużać się nie da w nieskończoność. Wtedy zawsze pojawiali się zwolennicy tzw. nowej ekonomii, krzycząc: „Co? Jak to: nie da się? Potrzymajcie nam piwo!”.

Najgłośniej krzyczał Mateusz Morawiecki, bo to on był największym wielbicielem tych nowatorskich pomysłów Piketty’ego i spółki, którymi infekował Jarosława Kaczyńskiego. Reguły ekonomiczne miały już nie obowiązywać, ostrożność fiskalna stała się niemodna, a nad wszystkim unosił się duch Johna Maynarda Keynesa, patrona etatystów, i zanosił się złośliwym śmiechem, powtarzając, że „w długim okresie wszyscy jesteśmy martwi”. Te słowa brytyjski ekonomista napisał w 1923 r., wypowiadając się w debacie na temat przywrócenia w Zjednoczonym Królestwie obowiązującego przed I wojną światową standardu złota, który nazwał „barbarzyńskim reliktem”. Odnosiły się do uwag dotyczących właśnie konsekwencji braku takiego standardu w przyszłości.

Czytaj więcej

Andrzej Mierzwa: Sprawne państwo to marzenie czy mrzonka

Niall Ferguson, szkocko-amerykański historyk, mniej więcej dekadę temu stwierdził, że teorie Keynesa i jego ostentacyjne lekceważenie dla sytuacji przyszłych pokoleń wynikały z faktu, że był homoseksualistą i nie miał dzieci. Wywodził, że pracujemy przecież i budujemy pomyślność dla przyszłych pokoleń.

Ferguson potem za swoją opinię o Keynesie przepraszał, byli jednak tacy, którzy zwracali uwagę, że osobista sytuacja autora tej czy innej teorii ekonomicznej może mieć wpływ na jego poglądy.

Jakie osobiste czynniki mogą mieć wpływ na poglądy Morawieckiego na dopuszczalny poziom zadłużenia państwa, który zaowocował wpisaniem do ustawy okołobudżetowej takiego zapisu: „W roku 2023 środki zaplanowane w ustawie budżetowej na ten rok, w tym środki ujęte w ramach rezerw celowych budżetu państwa, mogą zostać przeznaczone na sfinansowanie wydatków na obsługę długu Skarbu Państwa”. Dalej jest mowa o tym, że premier jednoosobowo może podjąć decyzję o zablokowaniu dowolnych środków budżetowych. O co tu chodzi? To wyjaśnia uzasadnienie do ustawy: „Obecna wysoka niepewność i zmienność czynników rynkowych istotnie wpływa na poziom kosztów obsługi długu Skarbu Państwa i powoduje zwiększenie skali jego niepewności. […] Hipotetyczna sytuacja braku terminowej realizacji obsługi długu Skarbu Państwa, nawet wynikająca z opóźnień natury proceduralnej, może wiązać się z postawieniem w stan wymagalności wszystkich transakcji finansowych, których stroną na rynku finansowym jest Skarb Państwa. Zatem w skrajnych przypadkach, mogłoby to prowadzić do oceny Skarbu Państwa jako niewypłacalnego przez szereg instytucji finansowych”.

Mówiąc najprościej – rząd doszedł do wniosku, że Polska może zbankrutować, przynajmniej technicznie, i dlatego premier musi mieć możliwość przeznaczenia wszystkich pieniędzy na spłatę zadłużenia. „Hipotetyczna sytuacja”, „skrajne przypadki” – to zaklęcia, które mają nas uspokoić, że się to nie zdarzy.

To jak to w końcu jest, panie premierze – da się zadłużać w nieskończoność?

Autor jest publicystą „Do Rzeczy”