Elon Mask tegoroczne wakacje spędza na Mykonos, a Magic Johnson właśnie płynie między greckimi wyspami swoim wartym 150 milionów dolarów jachtem. To tylko dwie z całej plejady międzynarodowych gwiazd, które przyciągnęło tego lata piękno Hellady. Łącznie Grecja zarobi aż jedną piątą dochodu narodowego na tych i nieco mniej zamożnych gościach z zagranicy.

Tylko Bułgaria biedniejsza

Ale jest i mniej budujący aspekt greckich wakacji. Jak podaje Eurostat, aż 43 proc. pracujących Greków nie stać na wyjazd nawet na krótki wypoczynek. Wśród krajów Unii tylko w Rumunii i Bułgarii ten wskaźnik jest wyższy.

Grecji znów grozi bankructwo wraz z podwyżką przez EBC stóp procentowych

Taką dychotomię odnajdujemy w Grecji wszędzie. W czwartek do Aten dotarł ważny list komisarza ds. gospodarczych UE, w którym Paolo Gentiloni ogłosił koniec trwającej od 2010 r. ścisłej kontroli przez unijną centralę polityki gospodarczej kraju. Teraz greckie władze będą miały znacznie większy margines manewru choćby w przyciąganiu zagranicznych inwestorów.

„Grecja wypełniła zdecydowaną większość swoich zobowiązań” – napisał Włoch. A grecki minister finansów Christos Staikuras, który formalnie był adresatem pisma, uznał, że taka deklaracja jest „zasadniczym osiągnięciem greckiego narodu”.

Ale za fasadą uprzejmych deklaracji kryje się tragiczny obraz. Od wybuchu kryzysu finansowego Grecja straciła 26 proc. PKB – rzecz niespotykana w okresie pokoju. Dochód, którym dysponują Grecy, załamał się o jedną trzecią. Potomkowie Platona i Homera, świadomi swojej wspaniałej przeszłości, od zawsze odcinali się od bałkańskich sąsiadów. Tym bardziej że w przeciwieństwie do nich nie mieli za sobą komunistycznego doświadczenia. Ale dziś dochód na mieszkańca z uwzględnieniem mocy nabywczej jest w Grecji niższy nawet niż w Rumunii i Chorwacji. W Unii już tylko Bułgaria jest biedniejsza.

28,3 proc.

Greków żyje poniżej progu ubóstwa

(dane greckiego urzędu statystycznego ELSTAT)

Gdy w 2009 r. wybuchł największy od 80 lat kryzys finansowy, okazało się, że Grecja jest niewypłacalna. Jej przychody podatkowe dalece nie wystarczały, aby spłacić ogromny dług. Gdy ta prawda wyszła na jaw, na rynkach finansowych wybuchła panika. Tym bardziej że okazało się, iż greckie władze kilka lat wcześniej fałszowały rachunki, byle dostać przepustkę do strefy euro.

Unia wtedy pospieszyła Grecji z pomocą. Chodziło w niej przede wszystkim o powstrzymanie „efektu domina”: obawy, że jeśli jeden kraj unii walutowej okaże się niewypłacalny, to inwestorzy stracą zaufanie i do Włoch, i do Hiszpanii, których gospodarki są zbyt duże, aby mogły je wykupić nawet Niemcy. Pomoc miała też służyć uratowaniu przed stratami niemieckie i francuskie banki, które wcześniej masowo kredytowały Grecję.

Świat zapamiętał z tego okresu nieuczciwość Greków. Nie przebiły się natomiast wątpliwości co do uczciwości Komisji Europejskiej, która przecież przez lata firmowała doskonałą ocenę greckich finansów: w Brukseli nikt nie został za to pociągnięty do odpowiedzialności. Nie zadawano sobie też pytań co do profesjonalizmu niemieckich i francuskich bankierów, którzy w latach poprzedzających kryzys finansowy tak ochoczo udzielali Grekom pożyczek.

Mała brązowa koperta

Razem Ateny otrzymały trzy pakiety pomocowe o łącznej kolosalnej wartości 289 mld euro. Przeciętny Grek tych pieniędzy jednak nie zobaczył: zasadniczo były one przeznaczone na spłatę przez kraj swoich zobowiązań wobec prywatnych i publicznych wierzycieli. Pożyczki były za to opatrzone drastycznymi warunkami. Do tego stopnia, że w 2015 r. reprezentujący barwy radykalnie lewicowej partii Syriza Aleksis Tsipras zdecydował się na pokerową zagrywkę z ówczesnym ministrem finansów Niemiec Wolfgangiem Schäublem. W przeprowadzonym wtedy referendum Grecy masowo odrzucili stawiane przez Unię i Berlin warunki. Jednak Niemiec zagroził, że jeśli nie spełni stawianych żądań, Grecja zostanie wyrzucona ze strefy euro, a być może i z Unii. A to oznaczałoby, że Grecja będzie musiała stawić czoło w pojedynkę wielokrotnie większej Turcji – co stanowiłoby egzystencjalne zagrożenie dla Aten. Tsipras, mimo wyniku głosowania, wprowadził więc wszystkie wymagane formalnie przez „trojkę” (KE, EBC i MFW) warunki.

Grecja nigdy się z tego nie podniosła. Przytłoczony długiem odpowiadającym 200 proc. PKB kraj znów staje dziś przed widmem bankructwa wraz z podnoszeniem przez EBC stóp procentowych, a więc i kosztów obsługi długu. Zdaniem greckiego urzędu statystycznego (ELSTAT) aż 28,3 proc. Greków żyje poniżej progu ubóstwa – kolejny ponury rekord w Unii. Przy kosztach życia zdecydowanie przewyższających te w Polsce, typowa pensja w Grecji wynosi ledwie 700 euro miesięcznie. Podobna jest wielkość średniej emerytury w kraju, gdzie z uwagi na przywileje socjalne z przeszłości armia emerytów wynosi aż 2,5 mln osób (na 10,3 mln ludności). Starzenie się społeczeństwa jest tym większym ciężarem, że od wybuchu kryzysu około 400 tys. młodych Greków wyjechało za granicą w poszukiwaniu lepszych warunków życia.

W środku kryzysu finansowego Grecy odwrócili się od demokratycznej tradycji i przez chwilę szukali ratunku w partiach skrajnej prawicy

Przed wybuchem kryzysu system opieki socjalnej był niewątpliwie nadmiernie rozbudowany w stosunku do możliwości finansowych kraju. Jednak „kuracja” Brukseli nie tylko doprowadziła do obcięcia ogromnej większości tych przywilejów (jak dodatkowe emerytury czy odpisy podatkowe), ale też spowodowała, że całe sektory działalności publicznej nie są już w stanie funkcjonować. Teoretycznie opieka zdrowotna jest darmowa i powszechna. Jednak, jak przyznaje sama Komisja Europejska, aż 91 proc. wizyt u lekarza poprzedza wręczenie „fakelaki”: małej, brązowej koperty z łapówką w środku. Nie lepsza jest kondycja edukacji, gdzie cięcia spowodowały, że poziom nauczania bardziej przypomina ten w krajach afrykańskich niż w Europie. Krótki spacer po ulicach Aten wystarczy, aby zdać sobie sprawę ze stanu państwa: stolica pełna jest brudnych ulic, oszpeconych graffiti domów, żebrzących po bramach starszych kobiet i mężczyzn.

W środku kryzysu finansowego Grecy odwrócili się od demokratycznej tradycji i przez chwilę szukali ratunku w partiach skrajnej prawicy jak Złoty Świt czy radykalnej lewicy. Dziś jednak to już przeszłość. Po przegranej Tsiprasa w starciu z Schäublem Syriza straciła swój rewolucyjny charakter i została zepchnięta do opozycji. U władzy pozostaje zaś wykształcony na Harvardzie Kyriakos Mitsotakis, lider chadeckiej Nowej Demokracji. Miejsce buntu zajęła rezygnacja: przekonanie, że w starciu z Brukselą i Berlinem wiele zrobić się nie da. Tym bardziej że jak wskazywał niedawno w „New York Times” słynny amerykański ekonomista Paul Krugman, dziś, gdy upadł w Niemczech model rozwoju oparty na masowym eksporcie do Chin i wykorzystywaniu taniej energii z Rosji, nie ma mowy o zaaplikowaniu nad Szprewą równie drastycznej kuracji oszczędnościowej, jaką musieli przez lata znosić Grecy.