„Niewłaściwe zrozumienie reform prowadzonych w republice” – tak Ministerstwo Spraw Wewnętrznych Uzbekistanu wyjaśniło demonstracje i uliczne starcia, które zaczęły się 1 lipca w kilku miastach północno-zachodniej części kraju. A mogą wybuchnąć z nową siłą we wtorek.

Rządzący od 2016 roku prezydent Szawkat Mirzijojew zainicjował w czerwcu reformę konstytucji. Dzięki temu świat dowiedział się, że prawie połowa Uzbekistanu to formalnie autonomiczna Republika Karakałpacji.

Wśród 170 poprawek do ustawy zasadniczej najważniejsze dla prezydenta było wydłużenie jego kadencji z pięciu do siedmiu lat oraz ich „wyzerowanie”. Tak samo jak w Rosji liczba dozwolonych liczyłaby się od momentu wprowadzenia poprawek.

W republice natychmiast zanikł internet mobilny, a gdy manifestanci wyszli na ulicę również stacjonarny i łączność telefoniczna.

Ale wśród zmian w tekście konstytucji znalazło się też usunięcie słowa „suwerenna” przy opisie autonomii karakałpackiej oraz wykreślenie jej możliwości oddzielenia się poprzez referendum. Mirzijojew przedstawił poprawki 25 czerwca, a już następnego dnia na ogromnych przestrzeniach północno-zachodniej części Uzbekistanu zaczęto rozsyłać internetowe wezwania do protestu.

Karakałpacja, której ponad 80 proc. powierzchni stanowi pustynia Kyzył-kum, jest najbiedniejszym regionem jednego z najbiedniejszych państw. Ogromną katastrofą dla niej było wysychanie Morza Aralskiego. Około jednej czwartej mieszkańców musiało wyemigrować w poszukiwaniu pracy, głównie do sąsiedniego Kazachstanu. Doprowadziło to obecnie do demonstracji również tam (imigrantów zarobkowych) i zamknięcia kilku przejść granicznych między obu państwami. Sam Kazachstan przeżył w styczniu falę buntu wywołaną podwyżką cen paliw, w trakcie której – według oficjalnych danych – zginęło ok. 250 osób, a ponad 7 tys. zostało rannych. Stąd Nur-Sułtan bardzo nerwowo zareagował na niepokoje w sąsiednim państwie.

W samej autonomii lud Karkałpaków (stanowiący ok. 2,5 proc. mieszkańców Uzbekistanu) nie stanowi większości. Mimo to republika posiada własny rząd. Usunięcie zapisów o „suwerenności” (dość formalnych biorąc pod uwagę autorytarny system rządów w kraju w ciągu ostatnich 30 lat) doprowadziło do wybuchu niezadowolenia.

W republice natychmiast zanikł internet mobilny, a gdy manifestanci wyszli na ulicę również stacjonarny i łączność telefoniczna. Dlatego informacje stamtąd są szczątkowe. Według aktywistów opozycyjnych w co najmniej trzech miastach regionu (w tym w stolicy – Nukusie) manifestowały dziesiątki tysięcy ludzi. Już pierwszego dnia miało dojść do gwałtownych starć z oddziałami Gwardii Narodowej. Emocje trochę opadły dopiero w sobotę. Według danych władz w Taszkiencie zginęło w nich 38 osób, a ponad 200 zostało rannych. Jednak władze medyczne Karakałpacji mówią o „tysiącach rannych”. Dziennikarze zaś informowali o „ulicach zalanych krwią”, dopóki nie zorientowali się, że to tylko czerwony płyn, jakim manifestujących oblewały policyjne polewaczki.

W sobotę do Nukusu przyjechał prezydent Mirzijojew i ogłosił rezygnację z konstytucyjnych poprawek dotyczących Karakałpacji. Jednocześnie parlament Uzbekistanu przegłosował ich wykreślenie z propozycji, jakie mają być poddane pod głosowanie.

Autopromocja
Subskrybuj nielimitowany dostęp do wiedzy

Unikalna oferta

Tylko 5,90 zł/miesiąc


WYBIERAM

Ale jednocześnie prezydent wprowadził stan wyjątkowy na miesiąc i znów przyjechał do Nukusu w poniedziałek. Na wtorek zapowiedziana jest bowiem kolejna demonstracja. Jej organizator, miejscowy bloger Dauletmurat Tażimuratow, twierdzi jednak, że uzgodnił ją z władzami.