Warto było umierać za piątkę dla zwierząt?

Nie umarłem, mam się całkiem dobrze. Nie tylko sprawdza się powiedzenie „co cię nie zabije, to cię wzmocni”, ale także ważna jest wierność swoim poglądom. Obrona polskiego rolnictwa, które jest tak ważne dla bezpieczeństwa Polski pokazała, że warto ze mną rozmawiać i jednocześnie utrzymała dużą popularność wśród rolników.

Czytaj więcej

W PiS przed wyborami rewolucja kadrowa. Kaczyński stawia na młodych

Kiedy na prośbę kierownictwa PiS zgodziłem się zostać ministrem rolnictwa, miałem za zadanie odzyskać zaufanie do partii na polskiej wsi. To się udało. W dużej mierze było to też zaufanie do mnie osobiście, właśnie za racjonalne działania na jej rzecz i poświęcenie kariery osobistej, kiedy zagrożony jest interes Polski.

„Piątka dla zwierząt” była absolutną głupotą, wielkim błędem. Czas pokazał, że to ja miałem rację. Doprowadziła do dramatycznego pogorszenia wizerunku PiS na obszarach wiejskich.

Został wykopany rów, którego do tej pory nikt nie zasypał.

Może trzeba było jednak odpuścić i zagłosować za „piątką”, skoro prezesowi tak na niej zależało ?

Nie mogłem się inaczej zachować, jako rolnik i jako minister reprezentujący rolników. Jeśli zachowałbym się inaczej – straciłbym wypracowany wizerunek i  zaufanie polskiej wsi. A to, że może jeszcze kilka miesięcy dłużej byłbym ministrem – nie było dla mnie sprawą najważniejszą. Twarz ma się jedną.

Czas pokazał, że miałem rację. Postąpiłem logicznie. Poinformowałem o tym, jaka jest sytuacja prezesa Kaczyńskiego, kierownictwo PiS i parlamentarzystów. Wskazałem na błędne argumenty i dokonałem analizy skutków, jakie ta ustawa przyniesie w zakresie wizerunku PiS na polskiej wsi. Nie słuchano. Nie mam z tego satysfakcji. Wciąż jednak tę żabę PiS musi przełykać.

Autopromocja
Subskrybuj nielimitowany dostęp do wiedzy

Unikalna oferta

Tylko 5,90 zł/miesiąc


WYBIERAM

Jest chyba jakiś problem w PiS, że nie słucha się wieloletnich działaczy, znających się na danej dziedzinie i nagle stawia na projekty wyłącznie konfliktujące – często wywołujące więcej szkody niż pożytku? Projekty nie do końca przemyślane i przedyskutowane.

To jest pytanie, które sam sobie stawiam prawie codziennie. Jestem w PiS 21 lat, a takich zbyt wielu tam nie ma. W nurcie solidarnościowym, prawicowym jestem całe dorosłe życie, od szkoły średniej poczynając. Zależy mi na rządach patriotycznej, chrześcijańskiej prawicy, bo realna alternatywą będą rządy skrajnej lewicy, jak w Hiszpanii czy innych krajach Europy Zachodniej. Martwi mnie podejmowanie decyzji bez analizy ich skutków. Przykład programu rolnego PiS, którego jestem współautorem, jest tu na miejscu. Jest to program logiczny, społecznie akceptowany, wzmacniający ekonomicznie i społecznie obszary wiejskie, a tu nagle jakaś „wrzutka”, obnażająca ignorancję jej autorów. I jeszcze z otoczenia prezesa słychać głosy, że jest to coś wartościowego. Nie ma bezpieczników, takich jak głosy ekspertów, poznanie opinii środowisk rolniczych czy zapytanie własnego ministra, który uzyskał zaufanie wsi. Zapewne tak jest często także w innych resortach.

Kiedy przychodziłem do ministerstwa, poparcie rolników dla PiS-u było poniżej 40 proc., w czasie moich rządów poparcie w wyborach parlamentarnych było 71 proc. a dla Andrzeja Dudy w wyborach prezydenckich wyniosło 81 proc. Po moim odwołaniu z rządu poparcie spadło poniżej 30 proc. Co tu komentować?

Ogłasza się coś, bo doradcy podpowiadają, że społeczeństwu się to spodoba i… klapa.

Jan Krzysztof Ardanowski

W PiS z wolą prezesa się nie dyskutuje. Tak było z „piątką dla zwierząt” i innymi kwestiami. Tylko… czy to było zdanie prezesa, czy jego otoczenia, to nie mam pewności. Z nieprzemyślanych decyzji trzeba się potem wycofywać. Podobnie było w przypadku Polskiego Ładu. Komuś się wydawało, że coś jest dobre. Nie było poważnej analizy. Ogłasza się coś, bo doradcy podpowiadają, że społeczeństwu się to spodoba i… klapa.

Prezes wielokrotnie podkreślał, że politycy, którzy chcą budować dobro, muszą przewidywać skutki podejmowanych decyzji. Po tym poznaje się dobrych polityków. Dlaczego zatem zabrakło przezorności i analizy?

Trwa wojna, międzynarodowe organizacje alarmują o możliwości nadejścia kryzysu żywnościowego, a my jesteśmy do niego nieprzygotowani. Rosną ceny. Gdzie Polska ma miękkie podbrzusze?

Polsce głód nie grozi. Produkcja jest na tyle duża, że całkiem tego sobie nie wyobrażam.

Głód będzie przede wszystkim w północnej Afryce, czyli w tych krajach, które zaopatrywały się głównie w Ukrainie i  w Rosji.

To kraje Magrebu, Egipt, Bliski Wschód. Głód może wywołać rewolucje , niepokoje społeczne i głodowe ruchy migracyjne. Przedsmak tego mieliśmy w 2015 roku.

Zniesienie barier i kontyngentów na towary z Ukrainy w tym zboże i drób może okazać się wielkim błędem.

Jan Krzysztof Ardanowski

Ratując się przed brakiem żywności, setki tysięcy ludzi będzie szło do Europy. Musimy się z tym liczyć i brać to pod uwagę.

Polska może być producentem żywności w części zastępującym Ukrainę. Warunkiem jest utrzymanie wysokiej produkcji żywności, a nie, że będziemy ją zmniejszali. Musimy zapewnić bezpieczeństwo rynku wewnętrznego, pamiętając o ponad 4 milionach Ukraińców, którzy są naszymi gośćmi.

Oby nie było takiej sytuacji, że trzeba będzie żywnościowo pomagać Ukraińcom na Ukrainie. Wiele pól nie zostało tam obsianych. Wypadł cały rok. Zapasy mogą nie starczyć. Nie wiemy, co się wydarzy.

Równocześnie powinniśmy utrzymać nasze rynki eksportowe. Jesteśmy w ponad 80 krajach świata z żywnością. 37 miliardów euro eksportu, nadwyżka eksportu nad importem ponad 14 miliardów. Nie możemy wypaść z tych krajów.

Komisja Europejska od czerwca zniosła wszystkie cła na produkty z Ukrainy. Co dalej z rolnictwem europejskim?

Tak, jak jestem zwolennikiem pomagania Ukrainie, bo jest to polska racja stanu, tak jednocześnie mówię, że ta pomoc musi mieć ręce i nogi. Przewidywać różne warianty sytuacji.

Pomoc dla Ukrainy musi być pomocą racjonalną. Zniesienie barier i kontyngentów na towary z Ukrainy w tym zboże i drób może okazać się wielkim błędem. Do tej pory Ukraina pchała te towary w świat poza Europę.

Między nami były tarcia, kiedy Ukraińcy próbowali sprzedawać swoje produkty w Europie. To bardzo rozregulowywało polski rynek. Komisja napływ żywności z Ukrainy regulowała cłami i kontyngentami bezcłowego dostępu.

Pamiętajmy też, że warto robić sobie przetwory – nikomu kapelusz z tego tytułu z głowy nie spadnie.

Jan Krzysztof Ardanowski

Teraz może się okazać, że zboże z Ukrainy trafi też do Polski – jednym się spodoba innym nie. Ci którzy mają produkcję zwierzęcą, chcieliby tanie zboże, będą więc zadowoleni. Ci, którzy eksportują zboża, będą z tego powodu wściekli.

Na dłuższą metę nie ma potrzeby importu z Ukrainy do Polski. Ukraińcy produkują olbrzymie ilości drobiu, a jednocześnie jest to sektor, który bardzo się w ostatnich latach rozwinął w Polsce. Jesteśmy dzisiaj największym w Europie producentem mięsa drobiowego.

Czytaj więcej

Chleb zdrożeje, bo nie ma innego wyjścia. Może dojść nawet do 30 zł

I co mamy zrobić? Zamknąć swoje kurniki i zakłady przetwórcze, bo wpłynie w ogromnej ilości mięso z Ukrainy? Przecież to będzie dla Polski zabójcze.

Chcemy pomagać Ukrainie, ale musimy mieć czym pomagać. Troska o polską gospodarkę powinna być na pierwszym miejscu.

Na dłuższą metę możemy to jednak pogodzić, jeśli wejdziemy z Ukrainą w wielopokoleniowy system współpracy politycznej i gospodarczej.

Możemy pewne funkcje podzielić i dogadać.

Nie musimy być na kursie konfliktowym. Nie może być tak, że się okaże, iż pomagając gospodarce ukraińskiej mocno uderzymy w naszą. Jest stary program, ale został przerwany. W tej chwili jest wyłącznie rozwiązywanie bieżących problemów bez przygotowywania poważnej długofalowej strategii.

Czytaj więcej

Dostawy gazu. Wicekanclerz Niemiec ostrzega przed poważnym kryzysem gospodarczym w Europie

Co będzie zimą na wsi? Przy takiej cenie węgla i gazu ludzie będą marzli? Co z hodowlą zwierząt?

Ostrzegam ministrów, że od jesieni zacznie się tragedia na polskiej wsi. Polska wieś jest opalana węglem. Tego węgla fizycznie nie będzie. Nawet przy takich cenach. Ludzie w związku z tym, żeby nie zamarznąć, będą palili wszystkim, co wejdzie w ręce. Niestety, też śmieciami, plastikiem, oponami. Będzie regres w zakresie ekologiczności opału. I nawet trudno będzie mieć do ludzi pretensję. Muszą się czymś ratować. Proszę sobie wyobrazić, jaki będzie smog.

Jakąś szansą – przynajmniej dla części – może być instalowanie pomp ciepła, ale programy rządowe wspierają zakup pomp ciepła tylko domowych budynków, pasywnych energetycznie, doizolowanych. Czyli w dużym uproszczeniu raczej budynków ludzi bogatych. A te pompy w pierwszej kolejności powinny być instalowane tam gdzie do tej pory podstawą ogrzewania był węgiel, czyli na wsi, i nie ma tam alternatywy, bo jest tam tylko piec węglowy. Tam powinny być szybko instalowane pompy w połączeniu z panelami fotowoltaicznymi.

Czytaj więcej

Rząd Morawieckiego spodziewa się wzrostu inflacji w Polsce

Ceny i żywności będą rosnąć dalej?

Nie, nie powinny. Mamy szczyt sezonu. Na bazarach są głównie warzywa i owoce. Naturalnie ceny powinny się zmniejszyć. Podawanie ceny czereśni sprowadzonych z końca świata nie ma najmniejszego sensu. Podawajmy ceny polskich wyrobów w sezonie.

Jeśli idzie o pieczywo, masło, mięso i oleje – poziom cen jest wysoki i niestety się nie zmniejszy. Wzrosły koszty i one się nie zmienią.

Pamiętajmy też, że warto robić sobie przetwory – nikomu kapelusz z tego tytułu z głowy nie spadnie. Jak ma się kawałek ziemi – czemu nie zasiać warzyw i owoców? Może nie tylko trawnik i iglaki mogą dać nam trochę przyjemności.

I apel o zmniejszenie marnotrawienia żywności. Może ceny wymuszą racjonalniejsze zakupy tak, aby starać się nie wyrzucać żywności. Ludzie kupowali bez umiaru, odreagowując czasy kartek i reglamentacji.