„Nigdy nie przestanie mnie zadziwiać, ile złej woli jest w tych ludziach. Odebrano ochronę BOR-u mojemu ojcu podczas podróży zagranicznych" – napisał we środę w mediach społecznościowych poseł do Parlamentu Europejskiego Jarosław Wałęsa.
Biuro Ochrony Rządu potwierdza, że byli prezydenci nie będą dłużej chronieni podczas wyjazdów zagranicznych. Powód? „Trwa etap przywracania stanu zgodnego z prawem" – tłumaczy.
Ustawa o BOR oraz ustawa o uposażeniu byłego prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej gwarantuje byłym głowom państwa ochronę na terenie RP, ale nie wspomina o ochronie poza granicami państwa.
– Nie znam przypadku wśród znanych mi byłych prezydentów na świecie, żeby jeździli bez ochrony. To będzie polska specyfika – oburza się Aleksander Kwaśniewski. – To zwyczajna polityczna retorsja.
Były prezydent przypomina, że Lech Wałęsa miał ochronę BOR przez 21 lat, a on przez 11, również za rządów PiS w latach 2005–2007. – Czy gdyby żył były prezydent Lech Kaczyński, to też odebrano by ochronę byłym prezydentom? – ironizuje.
– Poprzednie kierownictwo BOR poszerzyło zakres o ochronę obligatoryjną także poza granicami kraju, co generowało ogromne koszty, niewspółmierne do zagrożeń – zapewnia w rozmowie z „Rzeczpospolitą" rzeczniczka BOR Natalia Markiewicz.
Wylicza, że w latach 2013–2015 BOR wydał na ochronę dwóch byłych prezydentów poza granicami Polski ok. miliona złotych na same bilety, hotele, diety.
Decyzja BOR nie dziwi byłego premiera Leszka Millera. – Byłem zaskoczony, że byli prezydenci korzystają z ochrony poza granicami kraju, kiedy ustawa tego nie przewiduje – zaznacza. Miller nie wierzy, by działania Biura miały charakter polityczny.
Sprawy nie chcą komentować byli prezydenci Bronisław Komorowski i Lech Wałęsa.
Były szef MSWiA Krzysztof Janik przyznaje, że rzeczywiście ustawa nie przyznaje ochrony BOR byłym prezydentom na wyjazdy zagraniczne, ale dobrym obyczajem byłoby jej pozostawienie, a sprawa powinna zostać załatwiona dyskretniej ze względu na bezpieczeństwo i prestiż byłych głów państwa.