Grodzki, z wykształcenia lekarz podkreśla, że w Polsce "program szczepień mamy od lat" i - jak dodaje - rząd powinien "oprzeć się na centrach szczepień, które już działają" zamiast "wymyślać koło od nowa".

- Tempo szczepień jest dramatycznie niskie - ubolewał Grodzki dodając, że dotychczas w Polsce zaszczepiono "poniżej 2 proc. polskiej populacji".

Grodzki wyliczał, że gdyby każdy z punktów szczepień szczepiących na COVID-19 wyszczepił 30 osób dziennie wówczas "mielibyśmy zaszczepionych milion (osób) w ciągu tygodnia". = Po 17 tygodniach moglibyśmy mówić o zbudowaniu odporności populacyjnej. Tymczasem dobijamy ledwo do pół miliona zaszczepionych po kilku tygodniach, a jeszcze słyszymy, że będzie lekkie spowolnienie. To chaos typowy dla rządu Prawa i Sprawiedliwości - ocenił Grodzki.

Marszałek Senatu pytał też czy premier Mateusz Morawiecki "dzwonił do szefów Pfizera, Johnsona i Moderny?", by zabezpieczyć odpowiednią liczbę szczepionek. - Czy odbywało się to raczej z charakterystycznym dla nas lekkim podejściem, że te szczepionki i tak muszą nam dać? - pytał.

Grodzki stwierdził też, że "wszystko zrobiłby inaczej", niż minister zdrowia Adam Niedzielski.

- Na pewno nie dopuściłbym, by w listopadzie umarło dwa razy więcej Polaków niż umierało w tym miesiącu w poprzednich latach. Nie dopuściłbym do zapaści psychiatrii dziecięcej. Nie dopuściłbym do zapaści polskiej onkologii i transplantologii - wyliczał.