Wczoraj po gorącej debacie Sejm przedłużył stan wyjątkowy na granicy polsko-białoruskiej na kolejne 60 dni.

Za przyjęciem wniosku prezydenta  głosowało 237 posłów, 179 było przeciw, a 31 wstrzymało się od głosu.

Czytaj więcej

Sejm wyraził zgodę na przedłużenie stanu wyjątkowego

Debatę komentował w "Sygnałach Dnia" wicerzecznik PiS Radosław Fogiel.

Jego zdaniem opozycja posługiwała się histerią i szantażem emocjonalnym, a to pokazuje, że "osiągnęła dno i kompletnie nie jest w stanie odnaleźć się jako siła propaństwowa".

Stwierdził, że polska opozycja wywiera presję na rząd, aby powiódł się plan realizowany przez Aleksandra Łukaszenkę. Białoruski prezydent - zdaniem Fogla - widząc, że "metoda wysyłania kobiet i dzieci na granicę rozpala serca polskiej opozycji" i jest skuteczna, będzie ją kontynuował.

Czytaj więcej

Unijna komisarz prosi szefa MSWiA o dopuszczenie mediów na granicę

- Gdyby nie to, że Łukaszenka zobaczył, że są tutaj siły i ośrodki, które domagają się bezkrytycznego wpuszczania każdego, kogo reżim przyśle, być może byłoby już po sprawie - mówił Fogiel. - Do wczoraj odpowiedzialność za każdego, kto próbuje się nielegalnie przedostać, ponosił Łukaszenko. Od wczoraj część odpowiedzialności spada na polityków opozycji.

Polityk podkreślił, że przedłużenie stanu wyjątkowego umożliwia prowadzenie działań ochronnych polskiej granicy, bo Służba Graniczna i wojsko mogą pracować "bez tego całego cyrku na plecach".