Piątek, 23 lipca okazał się sądnym dniem dla prezesa NIK Mariana Banasia i jego rodziny - po blisko dwóch latach śledztwa w sprawie jego oświadczeń majątkowych białostocka prokuratura chce uchylenia mu immunitetu, by stawiać mu zarzuty. A jego syna zatrzymała już teraz w tym samym celu.

Dowiedz się więcej: Prokuratura chce postawić prezesowi NIK kilkanaście zarzutów 

- To, co my zawsze obiecywaliśmy, wbrew temu, co opozycja mówi, to to, że nikt nie będzie stał ponad prawem - mówił w niedzielę o sprawie w TVN24 Łukasz Schreiber, przewodniczący Komitetu Stałego Rady Ministrów. Politycy opozycji, obecni w studiu programu „Kawa na ławę”, odpowiedzieli śmiechem.

- Na początku, kiedy ta sprawa nabierała rozpędu, mówiłem bardzo jasno, że sprawa jest niepokojąca i być może trzeba ją wyjaśnić, że pan prezes powinien się zastanowić, wokół aury, która się robi, nad tym, żeby zrezygnować z pełnienia funkcji. Nie ze względu na siebie, ale ze względu na konstytucyjny urząd, który reprezentuje. Wówczas i opozycja, i państwo tutaj w TVN-ie, mieliście narrację, w której nie było prezesa Najwyższej Izby Kontroli Mariana Banasia. On nie miał ani funkcji, ani imienia, robiliście z niego złodzieja i sutenera - nie ustępował minister. - Mówię o sytuacji, w której został wybrany na prezesa NIK - zaznaczył.

Piotr Marciniak, dziennikarz prowadzący program, zwrócił uwagę, że po wyborze Banasia gratulowali mu m.in. minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro i odpowiadający za służby szef MSWiA Mariusz Kamiński. - To proszę ich zapytać, ja takiej wiedzy nie miałem - odparł Schreiber.

- Innym kandydatem, kandydatem opozycji na szefa NIK, był wówczas pan przewodniczący (Platformy Obywatelskiej) Borys Budka. Jestem przekonany, że gdyby takie działania, o których dzisiaj państwo mówicie, podjęto wobec kandydatów na prezesa NIK-u, to okazałoby się, że to tylko pretekst, by inwigilować liderów opozycji - ironizował polityk PiS.