W obwodzie władmirskim (ok. 200 kilometrów na wschód od Moskwy), Chakasji (4 tys. km na wschód od rosyjskiej stolicy, w pobliżu granicy z Mongolią), Kraju Chabarowskim (na Amurem) i Kraju Nadmorskim (nad Pacyfikiem) ludzie prezydenta będą musieli ustąpić koncesjonowanej opozycji.

W obwodzie władimirskim i Kraju Chabarowskim wygrali kandydaci partii Władimira Żyrinowskiego, znanego z głupkowatych wyskoków (w tym bójek). Oficjalnie „liberalni demokraci" to parlamentarna opozycja, na którą jednak Kreml może zawsze liczyć. W obu regionach (oraz w Chakasji) „rządy obwodowe" sformują ludzie Żyrinowskiego wraz z komunistami, odsuwając od władzy „Jedną Rosję" Putina.

Jednak przedstawiciel „liberalnych demokratów" od kilku lat jest gubernatorem Smoleńska i jego polityka niczym nie różni się od tej prowadzonej przez kremlowskiego poprzednika.

W Chakasji druga tura głosowania miała się odbyć w ostatnią niedzielę, ale dotychczasowy gubernator z partii Putina nagle wycofał swą kandydaturę i dlatego nie zdążono ich przygotować. W Kraju Nadmorskim zaś pierwszą turę unieważniono z powodu fałszerstw wyborczych. W obu tych regionach największe szanse mają komuniści, których Kreml niezbyt lubi.

Demokratyczna opozycja wzywała przed regionalnymi wyborami do głosowania tak, by nie wygrali kandydaci władz. Jednak w Kraju Chabarowskim miejscowy sztab ruchu Aleksieja Nawalnego kategorycznie odmówił wsparcia „liberalnego demokraty" Siergieja Furgała.

„Cały region zna go jako kanciarza i oszusta, nasz ruch zostanie splamiony jeśli w jakiejkolwiek formie poprzemy go" - przekazali kolegom w Moskwie. W efekcie zwolennicy Nawalnego rozpowszechniali się w sieci nagranie wyborcze pod hasłem: „Wszyscy oni to kanciarze, czy Furgał czy obecny gubernator, ale trzeba iść i głosować przeciw okradaniu nas z emerytur".

Słabe wyniki partii Putina na regionalnych wyborach politolodzy tłumaczą narastającym sprzeciwem wobec podwyższania wieku emerytalnego, zapowiedzianego przez Kreml.