O sprawie "Rzeczpospolita" pisała jeszcze we wrześniu. – Plan jest taki, by w dniu wyborów zwieźć z Polski autobusy ludzi, którzy podjadą pod lokal wyborczy i wrzucą głos na faworyta. Wszystko lege artis – mówił nasz informator.

Wystarczy wpisać się do rejestru wyborców w danej gminie i oświadczyć, że w niej się mieszka. Sprawę ułatwia fakt, że wniosek można przesłać elektronicznie, wypełniając formularz ze strony Ministerstwa Cyfryzacji. – Urząd ma trzy dni na wydanie decyzji – nie ma szans, by sprawdzić, czy pod tym adresem ta osoba mieszka, czy w lokalu są jej rzeczy – opowiada nam urzędnik z warszawskiego ratusza. Taki nowy wyborca – jak wynika z najnowszych wytycznych Państwowej Komisji Wyborczej – nie musi przedstawiać urzędnikowi np. umowy najmu, o pracę, legitymacji studenckiej.

Jeśli osoba jest zameldowana na stałe – wpis następuje z urzędu, ale może też nastąpić na wniosek wyborcy, który wskaże, że jest to jego stałe miejsce zamieszkania. We wniosku podaje się podstawowe dane. Do wniosku wystarczy dołączyć kserokopię ważnego dokumentu stwierdzającego tożsamość, pisemną deklarację na temat obywatelstwa oraz adres stałego zamieszkania na terytorium RP. Wnioskodawca nie musi udowadniać poprzez np. umowę najmu mieszkania w Warszawie, że tu mieszka na stałe – PKW tego nie wymaga. Urząd nie musi zweryfikować prawdziwości adresu w stolicy, a wyborca, nawet jeśli poda nieprawdę, nie zostanie ukarany.

Jak informował Bartosz Milczarczyk, rzecznik urzędu miasta stołecznego Warszawy, w 2017 roku do rejestru wyborców – na wniosek wyborcy – zostało wpisanych 247 osób.

W tym roku jest są to już ponad 26 tys. wniosków. Na dziś urzędy rozpatrzyły pozytywnie 18 516 wniosków a 1 546 odrzuciły.

Najwięcej pozytywnie rozpatrzonych wniosków o dopisanie się do rejestru wyborców w Warszawie jest na Mokotowie - 2405, na Woli - 2060 i w Śródmieściu - 1527. Wniosków jest blisko sześć razy więcej niż przed poprzednimi wyborami samorządowymi.

Sztaby kandydatów przodujących w sondażach zaprzeczają, by organizowały akcje z dopisywaniem wyborców do list. - My oczywiście namawiamy do głosowania wszystkich mieszkańców Warszawy, bez względu na zawód, płeć, narodowość czy sympatie polityczne, także tych, którzy przebywają tu od niedawna. Warunkiem jest jednak zamieszkiwanie na terenie stolicy. Nigdy nie praktykowaliśmy takich rozwiązań, jak zwożenie ludzi spoza miasta i dopisywania ich do rejestru, by zagłosowali na określonego kandydata. Jeżeli coś takiego się odbywa, to jest to bardzo niepokojące. O sprawach Warszawy powinni decydować jej mieszkańcy, a nie osoby, które żyją zupełnie gdzie indziej. Będziemy przyglądać się, czy taki proceder się odbywa i reagować, jeżeli zauważymy nadużycia – powiedziała w rozmowie z Onetem Aleksandra Gajewska ze sztabu wyborczego Rafała Trzaskowskiego.