Oświadczenie Szin Bet ws. wyborów wydano, po tym jak telewizja poinformowała, że dyrektor Szin Bet, Nadav Argaman miał mówić na zamkniętym spotkaniu, że "obce państwo próbowało ingerować w kwietniowe wybory i że jego agenci próbowali działać za pośrednictwem działań hakerskich i cybertechnologii".
"Szin Bet chciałby wyjaśnić, że państwo Izrael i wywiad (Izraela) ma narzędzia i zdolności, aby zidentyfikować, monitorować i przeciwdziałać jakimkolwiek zagranicznym próbom wpłynięcia na wybory, jeśli do takich dojdzie" - głosi oświadczenie kontrwywiadu.
Szin Bet zapewnia też, że państwo dysponuje aparatem "gwarantującym demokratyczne i wolne wybory w Izraelu".
Argaman nie sprecyzował w czyim interesie miałby działać kraj, który próbował ingerować w wybory. Jak zauważa AP premier Benjamin Netanjahu, który w ostatnim czasie poprawiał relacje z Moskwą, wyraźnie prowadzi w sondażach i "nie wydaje się wymagać zewnętrznej pomocy".
Szin Bet nie ujawnia jakie państwo miał na myśli Argaman. Opozycja wskazuje jednak na Rosję.
- Domagamy się, aby służby bezpieczeństwa zapewniły, że Putin nie ukradnie nam wyborów dla swojego przyjaciela, dyktatora Bibiego (Netanjahu) - mówił Tamar Zandberg, lider partii socjaldemokratycznej Merec.
Doniesieniom o możliwych próbach ingerowania przez Rosję w wybory w Izraelu zaprzeczył Kreml. Dmitrij Pieskow, rzecznik Kremla zapewnił, że Rosja "nie ingerowała i nie zamierza ingerować w żadne wybory na świecie".