Patrząc na to, jak wyglądała czwartkowa sesja na GPW, można, że mieliśmy dzień odpoczynku. W środę WIG20 zyskał na wartości prawie 3,6 proc., a WIG ustanowił nowy historyczny rekord. Po takich wyczynach odpoczynek był więc czymś naturalnym. Co prawda zarówno niedźwiedzie, jak i byki miały w czwartek swoje momenty, ale żaden obóz nie był w stanie na trwałe przejąć kontroli nad rynkiem.

Niedźwiedzie swojego szczęścia próbowały przede wszystkim w pierwszej części sesji. WIG20 rano zniżkował około 0,4 proc. Inwestorzy lekko więc korygowali środowe wzrosty, a sprzyjał temu m.in. powrót mocniejszych wzrostów na rynku ropy naftowej. Wątpliwości dotyczące przepustliwości Cieśniny Ormuz nadal bowiem nie zostały rozwiane, co dawało się we znaki nie tylko Warszawie, ale także i innym europejskim parkietom.

W drugiej części dnia nie przeszkodziło bykom w Warszawie , aby spróbowały powalczyć o wyższe poziomy. Wzrosty nie były może oszałamiające, ale jednocześnie popyt kontrolował sytuację. Do końca dnia trwało już przeciąganie liny między bykami i niedźwiedziami.

Warszawa po raz kolejny pokazała moc. O ile warunki zewnętrzne będą sprzyjające, to wydaje się, że kolejne rekordy na GPW są jedynie kwestią czasu. Pytanie bardziej brzmi, gdzie tak naprawdę zatrzymają się nasze indeksy.

Wydarzeniem czwartku była decyzja RPP w sprawie stóp procentowych. Zaskoczeń nie było: stopy pozostały bez zmian. Jednocześnie Adam Glapiński, szef NBP, zasygnalizował, że i w najbliższym czasie nie należy się spodziewać zmian. To wsparło złotego, który w czwartek zyskiwał na wartości względem euro i dolara, chociaż nie był to jakiś znaczący ruch. Dolar po południu kosztował 3,64 zł, zaś euro było wyceniane na 4,25 zł.