Jan Rokita do Włoch pojechał razem z żoną Nelli na wakacje. Wynajęli dom na południe od Neapolu. Po kilku dniach, 1 czerwca, poczuł się na tyle źle, że zdecydował się na hospitalizację w pobliskim szpitalu.
Regularnie kontaktował się z przyjaciółmi. Wysyłał esemesy. W jednym z nich martwił się, że nie będzie mógł pić wina, które bardzo lubi, bo lekarze kategorycznie mu tego zabronili.
Wyglądało to na atak trzustki. Jednak – według informacji znajomych Rokity – przez tydzień lekarze nie postawili żadnej diagnozy.
Przyjaciele, w tym Marek Lasota, szef krakowskiego oddziału IPN, poprosili o pomoc kardynała Stanisława Dziwisza. Był on sekretarzem Jana Pawła II i ma kontakty w słynnej rzymskiej klinice Gemelli. I tam wczoraj trafił Rokita.
Wcześniej były poseł PO miał dolegliwości ze strony przewodu pokarmowego, ale nie wyglądało to na coś poważnego. Przyjaciele martwią się jednak jego stanem.
– Janek jakoś tak dziwnie schudł – mówi "Rz" jeden z nich. Wbrew doniesieniom wczorajszego "Super Ekspresu" były poseł PO nie jest jednak w stanie krytycznym.
Jan Rokita był członkiem Unii Demokratycznej, potem Unii Wolności. W wieku 33 lat został szefem Urzędu Rady Ministrów w rządzie Hanny Suchockiej. Współtworzył Stronnictwo Konserwatywno-Ludowe. W 2005 roku miał być "premierem z Krakowa" rządu PO.
Dwa lata później zrezygnował z kandydowania na posła, gdy jego żona, obecnie posłanka PiS, została doradcą prezydenta Lecha Kaczyńskiego.