Leszek Miller zdobył w głosowaniu 320 głosów (bezwzględna większość wyniosła 216).
- Chcę swoim postępowaniem potwierdzić, że Wasz wybór był dobrym wyborem, że razem będziemy mogli zmieniać Polskę i Sojusz Lewicy Demokratycznej - powiedział tuż po wyborze szef SLD. - SLD będzie dalej konsekwentnie służyć ludziom pracy. Tym, którzy wymagają od państwa więcej sprawiedliwości, równości i poprawy codziennego życia - dodał. - Spotkamy sięza cztery lata, by cieszyć się wielkim wyborczym sukcesem.
Miller podziękował także dotychczasowemu szefowi partii, Grzegorzowi Napieralskiemu. - Jeszcze wielka przyszłość przed nim. Po ostatnich wyborach zdobył pierwsze blizny, ale one czynią mężczyznę (...). Grzegorz, wszystko co nie zabija, wzmacnia - mówił Miller.
Miller będzie pełnił swoją funkcję tylko do wiosny przyszłego roku, kiedy to odbędą się prawybory szefa Sojuszu. Wyłonionego w ten sposób lidera zatwierdzi następnie w czerwcu kongres SLD.
Politycy SLD podzielili się na dwa obozy. Część z nich uważa, że Leszek Miller doprowadzi partię do ostatecznego upadku. Z drugiej strony słychać też głosy, że w partii nie ma nikogo poza Millerem kto mógłby stanąć na czele SLD.
O fotel przewodniczącego SLD walczyli także Joanna Senyszyn (28 głosów), Marek Balt (50 głosów) i Artur Hebda (17 głosów).
Wbrew wcześniejszym doniesieniom na start nie zdecydowała się Katarzyna Piekarska.
Dziś miał także zostać wybrany sekretarz generalny Sojuszu. Marek Nawrot, który obecnie pełni tę funkcję, miał złożyć rezygnację, jednak z powodu choroby nie dotarł na konwencję.
W wyborach parlamentarnych sojusz zdobył niewiele ponad 8 procent głosów.