W projekcie budżetu zapisano, że wydatki w wysokości 429,5 miliarda złotych zostaną zrównoważone przez dochody w takiej samej wysokości co sprawi, że po raz pierwszy od 1989 roku budżet nie przewiduje deficytu.

Jednak prof. Balcerowicz zwraca uwagę, że premier, mówiąc o budżecie bez deficytu "mówi tylko o wycinku, który jest nazywany budżetem państwa, ale on nie obejmuje na przykład budżetów samorządów, ZUS-u i tak dalej".

- Sytuacja w tym wycinku może być lepsza niż całości - podkreśla.

Zdaniem byłego wicepremiera cenę za budżet bez deficytu zapłacą m.in. samorządy, do których trafi "mniej środków na przykład na inwestycje albo na łatanie subwencji oświatowej".

Jednocześnie prof. Balcerowicz określił mianem "haraczu" 15-procentową "opłatę przekształceniową", którą zapłacą osoby chcące przenieść pieniądze z likwidowanych OFE na Indywidualne Konta Emerytalne.

- W sensie ekonomicznym i moralnym to nie są pieniądze PiS-owskie ani pieniądze państwowe. To są pieniądze ludzi, które były gromadzone - mówił prof. Balcerowicz o środkach z OFE.