Paksas ma 61 lat, ale wciąż uprawia lotnictwo na mistrzowskim poziomie. Mogli się o tym przekonać widzowie Mazury AirShow 2017, które odbyło się 5 i 6 sierpnia w okolicach Kętrzyna.
Na swoim jaku-50, który w rozmowie z „Rzeczpospolitą" nazwał „samolotem swojej młodości", wykonywał beczki i unosił się tuż nad taflą jeziora Niegocin (co widać na zdjęciu – jego maszyna ma numer rejestracyjny LY-AHR).
Ukończył wyższą szkołę lotnictwa cywilnego w Leningradzie, był mistrzem Związku Radzieckiego w akrobacji lotniczej, wielokrotnie wygrywał konkursy zagraniczne, najpierw jako reprezentant ZSRR, a potem Litwy.
Kilkanaście lat temu, gdy był jednym z najważniejszych polityków na Litwie, wsławił się przelotem pod niewielkim mostem na Wilii.
Po raz pierwszy rozmawiałem z Paksasem w marcu 2004 roku. Wtedy wymieniał cechy pilota, przydatne też w innych zawodach, w tym polityka: „wytrwałość w dążeniu do celu, chłodny umysł, gorące serce, umiejętność szybkiego podejmowania decyzji".
- Akrobacje lotnicze, którymi się tyle lat zajmowałem, mają może jedną wyjątkową cechę: gdy samolot z pilotem szybko spada w dół, wszystkim się wydaje, że zaraz się rozbije. On jednak w ostatniej chwili zakręca i znowu leci w górę – mówił mi. Byłem ostatnim dziennikarzem zagranicznym, któremu udzielił wywiadu jako prezydent Litwy. Miesiąc później został pozbawiony urzędu, litewski Sejm przegłosował jego impeachment.
Rolandas Paksas twierdzi, że był to zamach stanu, zemsta establishmentu, który nie mógł się pogodzić ze zwycięstwem antyestablishmentowego kandydata. Uważa, że dokładnie takie same problemy z establishmentem ma teraz prezydent USA Donald Trump.
- Na początku było chyba szesnaście zarzutów, poczynając od terroryzmu przez handel bronią po jakieś związki z narkotykami. I to wszystko po pół roku urzędowania. Chodziło o to, by nastraszyć naród, powiedzieć mu: zobaczcie, jakiego sobie wybraliście prezydenta! Ostatecznie ostały się trzy zarzuty, które potwierdził sąd konstytucyjny, a przegłosował Sejm. Potem jednak każdy z tych zarzutów podważyłem, jeden w Sądzie Najwyższym. Teraz z zarzutów nic nie zostało, ale prezydent jest nie ten – opowiada mi rozgoryczony Rolandas Paksas. Dziś jest eurodeputowanym, w wyborach na poważne stanowiska na Litwie nie może brać udziału, choć przywrócenia mu takiego prawa zażądał sześć lat temu Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu.
W poniedziałkowej „Rzeczpospolitej" ukaże się tekst o przerwanej karierze politycznej Rolandasa Paksasa, jego związkach z Rosją i roli Ameryki w impeachmencie. W tekście oprócz Paksasa wypowiada się też Vytautas Landsbergis, pierwszy przywódca Litwy po odzyskaniu niepodległości, czołowy przedstawiciel litewskiego establishmentu, który były prezydent oskarża o zorganizowanie zamachu stanu.