Biorący udział w procesie szkolenia żołnierzy sił powietrznych z wykorzystaniem gier wideo-symulatorów, porucznik Topi Hannula podkreśla, że taki rodzaj szkolenia wiąże się z niewielkimi kosztami. - Jeśli trzeba nadzorujący szkolenie mogą powtórzyć całą sytuację - dodaje zaznaczając, że nie wiąże się to np. ze zużyciem amunicji.
- Możemy robić rzeczy, które niekoniecznie moglibyśmy zrobić w warunkach polowych - dodaje.
Ponadto - jak zaznacza Hannula - nadzorujący szkolenie mogą bez problemu spojrzeć na wirtualne pole bitwy z lotu ptaka i obserwować ruchy wirtualnych jednostek na ziemi, co z kolei umożliwia szybkie korygowanie błędów i ćwiczenie bardziej skomplikowanych manewrów po tym, jak żołnierze opanują podstawy działania.
Armia używa symulatora o nazwie "Wirtualne Pole Walki 3", którego podstawą jest gra wideo zmodyfikowana przez armię na potrzeby szkolenia. Żołnierze biorący udział w wirtualnych ćwiczeniach tworzą w programie swój wirtualny odpowiednik (awatara), który jest ubrany w mundur polowy fińskiej armii i uzbrojony tak, jak uzbrojeni są fińscy żołnierze.
Wirtualne szkolenie ma stać się w fińskiej armii powszechne. Do końca roku wszystkie jednostki otrzymają możliwość jego prowadzenia - łącznie w tym celu do jednostek trafi ok. 1200 komputerów PC. Nie jest wykluczone, że zostaną one połączone w sieć.
Nie wszyscy żołnierze wierzą jednak, że takie szkolenie z użyciem zmodyfikowanej gry wideo może przynieść im korzyści. - Przykro powiedzieć, ale nie wiem czy mogę coś zyskać w ten sposób - mówi Vili Laukkanen, poborowy z Tuusniemi. Kapral Jyri Repo zaznacza, że wirtualne pole walki bardzo różni się od realnego.
Hannula zgadza się z tym ostatnim zastrzeżeniem. Dodaje, że symulator nie pozwala na uczenie żołnierzy zasad kamuflażu, ani nie sprawdza jak żołnierz zachowuje się na polu walki w pełnym oporządzeniu. - Wątpię, że w ramach takiego szkolenia można doprowadzić tych młodzieńców do utraty tchu - śmieje się.