Były prezydent zamieścił na Twitterze dokumenty SB, z których wynika, że prowadzona była przeciw niemu akcja bezpieki, ukierunkowana na skłócenie z "Solidarnością". Chodzi o operację "Mieszko" - w 1985 roku służby przekazywały Annie Walentynowicz materiały o rzekomej współpracy Wałęsy z SB i dowody jego rzekomych nadużyć finansowych. Celem akcji było umocnienie Walentynowicz w przekonaniu, że Wałęsa nadal współpracuje z bezpieką.

"Przypomnę co wtedy śp. Anna Walentynowicz powiedziała: Esbecy chcieli, żebym to rozgłosiła, a w myśl ich intencji oni mnie wtedy skompromitują, jako występującą przeciw Lechowi Wałęsie. Spaliłam te 4 kartki maszynopisu z Haliną Mikołajską, a resztki wrzuciłyśmy do muszli klozetowej" - pisze dalej Wałęsa.

"W czasie gdy byłem internowany, jak wielu działaczy, wiedziałem, że będę obserwowany dzień i noc, że będą mnie nagrywać i podsłuchiwać. Więc udawałem, że jestem z tym faktem pogodzony i zacząłem prowadzić swoją grę wobec esbeków" - kontynuuje były prezydent i pyta: "Co by dziś było, gdyby mnie wtedy naprawdę złamano?"

"Tak wytworzony przez SB szantaż zmienił się z czasem w agenturalną fabrykowaną przez nich działalność. Inni to kontynuują a ja muszę się tłumaczyć" - podkreśla Wałęsa. Jego zdaniem propaganda wobec niego wciąż działa. "Teraz, żeby mnie skompromitować, propaganda moich politycznych wrogów podrzuca wszystkim Państwu pojedyncze historyczne zdjęcia, które wyrwane są z kontekstu i usiłuje nimi manipulować, dopisując swój komentarz. Tylko ci co byli wtedy w tamtej sytuacji wiedzą, jak było naprawdę" - przekonuje Wałęsa.

Były prezydent po raz kolejny uderza też w Jarosława Kaczyńskiego. "Kto mnie naprawdę zna i był na spotkaniach ze mną pamięta moje słowa. Waleczność braci (Lecha i Jarosława Kaczyńskich - przyp. red.) była wtedy dobrą cechą, więc przyjąłem ich do pracy w mej kancelarii. Teraz Kaczyński publicznie obraża w Sejmie i nazywa Polaków kanaliami" - stwierdza.