Reklama
Rozwiń
Reklama

Bogusław Chrabota: Wilno, Landsbergis, Polska

To był wyjątkowo chłodny wileński poranek. Koniec października zawsze zresztą jest tu ostrzejszy niż nad Wisłą. Litwa wszak leży jeszcze bardziej na północ, powyżej naszego bieguna zimna, za który uważamy Suwałki. Ale kiedy się tu jest, kiedy się spaceruje między wileńskimi wzgórzami, wcale tego nie czuć.
Bogusław Chrabota: Wilno, Landsbergis, Polska

Foto: Fotorzepa, Maciej Zienkiewicz

Szata roślinna, owe przebogate ogrody, parki i lasy, nieprzebrana gama kolorów liści na Górze Trzykrzyskiej, a może jeszcze bardziej architektura wyzwalają zupełnie inne skojarzenia. Wilno jawi się więc czasem jak Toskania, a na pewno kochana Galicja z jej gotykiem, barokiem i klasycyzmem. Podwórka, jakie znam z Krakowa, ale przecież pełne bujniejszej roślinności, bardziej kolorowe, otwarte na słońce. I pomyśleć, że ledwie kilka kilometrów od miasta wieje chłodem z północnych sosnowych borów i straszą przeciągami stare drewniane chaty. A więc Wilno ogrzewa jego historia, uroda jego kultury, frontony kościołów, kopuły, wieżyce i sygnaturki, odświeżone kamienice. Jednak na Zwierzyńcu, gdzie poszedłem się spotkać z Vytautasem Landsbergisem, niczego takiego nie ma. Zwierzyniec to typowa, jeszcze przedwojenna, miejska sypialnia. Rozsypane wzdłuż ulic wille. Nowoczesne apartamentowce. Otwarta przestrzeń, gdzie chłód jest dużo bardziej dotkliwy niż w zakamarkach Starego Miasta.

Pozostało jeszcze 82% artykułu

-50% na pakiet subskrypcji RP.PL z NYT!

Skorzystaj z wiosennej promocji i ciesz się dwoma dostępami do najbardziej zaufanych źródeł informacji.

Promocja dotyczy rocznej subskrypcji pakietu RP.PL z The New York Times.

Kliknij i przejdź do szczegółów

Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama