Naprawdę? Przypatrując się debacie na temat ocen z religii na świadectwie maturalnym, zacząłem mieć co do tego wątpliwości. Bo jak pojmować słowa licznych przecież i wpływowych przeciwników tego pomysłu, twierdzących, że religia jest czymś całkiem irracjonalnym?
Religia, a chrześcijaństwo w szczególności, słyszałem od poważnych skądinąd osób, to kwestia prywatnej, osobistej wiary, uznania arbitralnych dogmatów. Wara od niej rozumowi. Nie da się jej zmierzyć i ocenić. Religii, mówili, nie da się racjonalnie uzasadnić i tym samym nauczyć innych. Chrześcijaństwo w takim ujęciu nie daje żadnej wiedzy: to albo nieszkodliwe dziwactwo, albo mętna ideologia. Coś jak New Age, animizm czy magia.