Więcej: nie mogę się pozbyć wrażenia, że Domosławski na głowie staje, piruety wyczynia, byle tylko dla Kapuścińskiego fanfaronady i blagierstwa znaleźć odpowiednie wytłumaczenie. Ba, w tym celu gotów jest nawet stworzyć nowy rodzaj literacki. A wszystko po to, by uchronić mistrza przed zarzutem zmyślania, konfabulacji i fałszerstwa. Niewiele te próby wprawdzie są warte, bo choćby nagle wszyscy jak jeden mąż zaczęli twierdzić, że literatura faktu – a jako jej twórca występował Kapuściński – faktów przedstawiać nie musi, dalibóg, im nie uwierzę.