Chińscy cesarze na odwrót – płacili medykom cały rok, aby dbali o ich zdrowy tryb życia, a tylko na czas choroby zawieszali pensje. Jarosław Kaczyński był do niedawna na ścisłej diecie politycznej powściągliwości. Słuchał wtedy pilnie piarowskich medyków i ich wezwań do politycznej lekkiej kuchni. Ale gdy kampania-dieta minęła, szybko wrócił do mocnych przypraw i gęstych politycznych sosów. Pisowscy miłośnicy papryczki zachęcać będą teraz Kaczyńskiego do jeszcze bardziej pikantnego jadła. Jak długo? Głupie pytanie. Aż do kolejnego politycznego skrętu kiszek.
Pan Rafał Betlejewski postanowił zabawić się w performera i w imię pamięci o Żydach z Jedwabnego spalił stodołę we wsi Zawada pod Tomaszowem Mazowieckim. Czy Pan Artysta zetknął się kiedyś z wojennym cierpieniem i zniszczeniem? Czy wie, w co się bawi? Przypomniała mi się scena z wczesnego dzieciństwa: 1 listopada rozdokazywany towarzyszyłem babci w tłumie na gdańskim cmentarzu. Nagle babcia staje, odwraca się i poważnym tonem mówi: „Od razu widać, że nie masz tu na cmentarzu nikogo, kogo kochałeś i musiałeś go potem pogrzebać w ziemi”. Życzę panu Betlejewskiemu, żeby ktoś, kto otarł się o prawdziwą rzeź, udzielił mu podobnej nauki.