Reklama

Niech mięśnie nawet nie drgną. Recenzja japońskiej gry „Patyko”

„Patyko” to doskonały trening nie tylko dla palców. I nie tylko dla dzieci.
Niech mięśnie nawet nie drgną. Recenzja japońskiej gry „Patyko”

Foto: mat.pras.

Reklama
Reklama
Reklama

Klasyczne planszówki wymagają od graczy umiejętności przygotowywania i wdrażania strategii mających prowadzić do zwycięstwa. W niektórych tytułach przydaje się też szczęście (chociażby przy rzucie kością), w innych wiedza z wielu różnych dziedzin. Od czasu do czasu pojawiają się produkcje stricte zręcznościowe, w których najważniejsze są talenty manualne graczy. Dobrym przykładem japońskie „Patyko”.

Nie zdziwiłbym się, gdyby gra powstała podczas wizyty autorów w tokijskiej czy jokohamskiej restauracji, gdzie długo czeka się na posiłek, a pałeczki pojawiają się od razu. Najważniejsze są tu bowiem drewniane patyczki, które w sile 20 sztuk zajmują znaczną część pudełka. Uczestnicy zabawy – od dwóch do ośmiu osób – zasiadają w kręgu i próbują utrzymać patyczki pomiędzy palcami, własnymi i współgraczy. Im więcej patyczków uda się utrzymać, tym lepiej!

Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)

Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji:

  • codzienne wiadomości, wartościowe komentarze i opinie na serwisie
  • pogłębione reportaże i publicystyka w Plusie Minusie
Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama