Nigdy nie porzuciliśmy marzeń o podboju kosmosu. Przez pewien czas jedynie zeszły na dalszy plan, bo mocarstwa i miliarderzy byli zajęci innymi sprawami. Ale za wiele tam się kryje bogactwa i możliwości, aby tak łatwo z nich zrezygnować. A Księżyc to już w ogóle nie dość, że blisko, to jeszcze kusi ewentualnością kolonizacji. Gruntów tam w końcu sporo, ile tam by się osiedli mieszkaniowych zmieściło! Trzeba tylko najpierw wszystko przygotować i przystosować, a potem ludzie będą mogli osiedlać się daleko od Ziemi…

„Kolonia księżycowa. Krwawa jatka” - gra planszowa

„Kolonia księżycowa. Krwawa jatka” - gra planszowa

Foto: mat.prasowe

Oczywiście to nie jest takie proste. Na przyszłych kolonizatorów czekają wyzwania i niesprzyjające okoliczności, a na wielu – szybki zgon. Cóż, historia wielokrotnie udowodniła, że postęp wymaga ofiar. A wszystko to pokazuje gra „Kolonia Księżycowa: Krwawa jatka” od Donalda X. Vaccarina, twórcy słynnego „Dominiona” i wynalazcy mechaniki deck buildingu, czyli budowania swojej talii w trakcie partii.

Srebrny Glob może próbować zasiedlić od jednego do pięciu graczy. Rakiety są pełne zapasów i kolonistów. My mamy pełno energii i zapału. Ale tutaj klasyczna mechanika budowania silniczka (z kart, które zagrywamy, i ich zdolności) zderza się z jego spektakularną awarią. Gracze tworzą wspólny stos kart, a jego rozpatrywanie przyniesie im wiele korzyści, pozwoli rozbudować kolonie, ale doprowadzi też do licznych katastrof i strat w ludziach. Spójrzmy, na jakich zasadach się to odbywa.

„Kolonia Księżycowa: Krwawa jatka” – zasady gry 

W trakcie rozgrywki rozwijane są księżycowe kolonie, a jednocześnie gracze odsłaniają karty ze wspólnego stosu postępu. Efekty tych kart dotyczą wszystkich rywalizujących, a rosnąca liczba katastrof stopniowo odbiera im mieszkańców kolonii. Celem jest posiadanie największej liczby ocalałych ludzi w momencie zakończenia gry. Liczą się zarówno mieszkańcy pozostający na planszetce gracza, jak i ci wskazani na jego wybudowanych budynkach. Zarządza się też pieniędzmi, jedzeniem oraz skrzyniami z zaopatrzeniem. Te ostatnie muszą być umieszczane na budynkach i przepadają razem z nimi, natomiast pieniądze i jedzenie przechowuje się na planszetce.

Czytaj więcej

Gonitwa do miasta na pograniczu Brazylii, Boliwii i Peru

Na początku każdej tury gracze odkrywają wierzchnią kartę stosu postępu i równocześnie wykonują jej polecenia. Stos składa się początkowo z kart Praca, Kłopoty oraz dwóch Przełomów, w trakcie partii dokładane są do niego Granty, karty Rozwoju, Roboty i Wydarzenia. Niektóre z nich przynoszą jakieś profity, ale zdecydowana większość przeszkadza w dotrwaniu do końca gry.

Gdy wypadnie karta Pracy, gracze mogą wykonać jedną z pięciu akcji. Swój wybór zaznaczają na planszetce stosownym żetonem, co nie ogranicza jego wyboru w kolejnych turach. Nadal można wybrać tę samą akcję. To oznaczanie służy przede wszystkim temu, aby śledzić, ile kart Pracy już wypadło. A zatem są do wyboru: Budowa (opłacenie i zagranie karty Budynku), Wydobycie (daje pieniądze), Uprawa (zyskuje się jednostki jedzenia), Dostawa (umieszcza się skrzynie na kartach Budynków) oraz Badania (dobiera się karty Budynków). Budynki mają zdolności powiązane z konkretnymi akcjami. Ich efekty aktywują się przy wykonaniu odpowiedniej akcji, także wtedy, gdy nie została ona wybrana poprzez kartę Praca, na przykład gdy zostaje wymuszona przez inną kartę Budynku.

Budynki mają pieniężną wartość, zapewniają stałe lub jednorazowe korzyści, mieszka też w nich określona liczba ludzi. Niektóre pozwalają dodawać do stosu Postępu osobiste Granty, karty Rozwoju albo Roboty. Granty zapewniają profity graczowi, któremu udało się je dodać do stosu Postępu. Karty Rozwoju wchodzą do gry dzięki Budynkom. A Roboty, cóż… w założeniu miały pomagać, ale w rzeczywistości zazwyczaj przynoszą więcej szkody niż pożytku. A są jeszcze przecież karty Kłopotów, które wprowadzają do stosu Postępu kolejne wydarzenia, zawsze w ustalonej kolejności. Wydarzenia mogą wymuszać płacenie za budynki, tracenie ludzi, dobieranie i odrzucanie kart, a także dodawanie Robotów.

Czytaj więcej

Jak przenieść „Wiedźmina” na planszę i osiągnąć sukces

Gracze tracą kolonistów często i gęsto, a gdy skończą się ich żetony na planszetce, muszą odrzucać Budynki. Gra kończy się, gdy kolonia któregoś gracza zostanie całkowicie pozbawiona ludzi albo gdy odkryte zostanie wydarzenie Instrukcja obsługi. Zwycięzcą zostaje gracz z największą liczbą ocalałych mieszkańców.

„Kolonia Księżycowa: Krwawa jatka” – nazwa pasuje do rozgrywki

Podtytuł „Krwawa jatka” idealnie opisuje wrażenia płynące z rozgrywki. Kolonizowanie Księżyca nie jest prostym zadaniem, ale tutaj posunięto je do ekstremum. Na początku wszystko idzie dobrze, gracze jakoś się rozwijają, ale z każdym kolejnym rozpatrywaniem stosu Postępu napotykają stertę problemów. I trzeba jakoś sobie radzić, licząc się z tym, że będzie się tracić ludzi. Kolonie wszystkich graczy mierzą się z tymi samymi kłopotami, ale ich rozwiązanie będzie zależeć od decyzji każdego gracza i tego, jakie karty podejdą mu na rękę.

Gra jest zdecydowanie bardziej taktyczna niż strategiczna, wszystko zależy od tego, jakie karty dostanie się na początku. Wraz z większą liczbą rozgrywek gracze mają już świadomość tego, co przynoszą poszczególne karty, ale dużo zależy od momentu, kiedy one wypadają. Dlatego nie jest to gra dla osób uczulonych na losowość, bo mimo możliwości przedzierania się przez karty Budynków nie zawsze odnajdzie się to, czego się potrzebuje.

Zasady są przystępne, łatwe do wytłumaczenia. Jest też trochę interakcji, gdyż trzeba obserwować, co się dzieje w innych koloniach, bo od tego zależy, co trafi do stosu Postępu. Nie ma tutaj żadnych rewolucyjnych mechanik, ale całkiem nieźle zmiksowano te klasyczne. Największym plusem „Kolonii Księżycowej” są jednak humor i zabawa. Mimo że dzieją się tu rzeczy straszne i przerażające, retrofuturystyczny klimat sprawia, że podchodzi się do tego na luzie. Kolejne ciosy spadające na graczy są okazją do śmiechu, a nie zamartwiania się. Nie licząc samej okładki, bo ta faktycznie może przerazić i wywołać niesmak.

„Kolonia Księżycowa: Krwawa jatka” to tytuł dla tych, którzy uwielbiają mierzyć się z katastrofami i grać nie całkiem serio (czytaj: nie liczy się dla nich jedynie liczba punktów uzyskana na koniec gry). Proste zasady i szybkie przygotowanie do gry sprzyjają temu, aby traktować ten tytuł jako przyjemny umilacz czasu. W końcu kolonizowanie Srebrnego Globu i własne porażki bywają też całkiem zabawne.