Poznali się przy okazji wystawy w Lozannie w 1974 r., gdy Aeschlimann miał 29 lat, a Czapski – 78. „Niemal od razu poprosił, bym zwracał się do niego po imieniu, nie zważając na różnicę wieku” – pisze Aeschlimann i dodaje: „w jego obecności rosłem”. Pamięta: „Gdy ujrzałem jego obrazy, przeżyłem szok. (…) patrzyłem na płótna, które sam chciałem namalować”. Wyjaśnić należy, że sam miał już na koncie sukcesy artystyczne – wziął udział w prestiżowej wystawie sztuki współczesnej Documenta w Kassel, gdzie zaprosił go słynny Harald Szeemann.
„Chwile dzielone z Czapskim” – okładka książki Richarda Aeschlimanna
Wystawa Czapskiego w Lozannie okazała się sukcesem, „jednak pod względem finansowym rozczarowała (…) Nie sprzedał się ani jeden obraz!”. Nie godząc się z tym stanem rzeczy, Aeschlimann otworzył własną galerię Plexus w szwajcarskim Chexbres. Począwszy od 14 grudnia 1976 r. pokazał tam Czapskiego na 10 wystawach. Sprzedaż obrazów pomagała nie tylko propagować malarstwo polskiego artysty, ale i wspomagać jego szczupłe finanse. „W listach do mnie poruszał czasem kwestie finansowe, ale widać było, że nie ma o nich pojęcia i nie interesuje go oszczędzanie. Wszelkie próby wyjaśnienia kończył donośnym: »Będzie, co Bóg da!«” – pamięta Aeschlimann.
Józef Czapski wziął udział w wernisażu w wieku 91 lat
Ich znajomość pogłębiała się z kolejnymi spotkaniami zarówno w Maisons-Laffitte, jak i w Chexbres. „Każde ze spotkań Czapski zamieniał w wydarzenie. Przy każdym wypytywał mnie o moje dokonania artystyczne, o sukcesy i porażki” – notuje autor książki – „był jednym z niewielu artystów i kolegów, dla których nie byłem jedynie właścicielem galerii”.
Wspomina rozmowę, którą przeprowadził z Czapskim w Maisons-Laffitte w czerwcu 1981 r., związaną też z ówczesnymi gorącymi wydarzeniami w Polsce, oraz to, że „Czapski uznał, że jest za wiele szczegółów i wszystko pozmieniał, ale zostawił pytania”. Opisuje też wizytę pewnego ważnego amerykańskiego marszanda w Maisons-Laffitte, który zaproponował Czapskiemu objazdową wystawę w najważniejszych miastach USA, zapewniając sukces i życzliwe recenzje. Czapski odmówił.
Jego siła ducha objawiała się wielokrotnie, także wtedy, gdy w 1987 r., mając 91 lat, przybył do Galerie Plexus, by wziąć udział w wernisażu, ale niedługo przed nim upadł tak nieszczęśliwie, że trzeba było mu założyć cztery szwy na głowie. A jednak nie zrezygnował z udziału w uroczystości, mężnie pełniąc przewidzianą dla niego wcześniej rolę bohatera wieczoru. „Spośród wszystkich artystów, których dzieła pokazywaliśmy w naszej galerii, Czapski był najważniejszy: pozostawał wzorem i punktem odniesienia” – deklaruje autor książki.
Aeschlimann pomieścił w książce także gorzkie wspomnienie dotyczące śmierci i pogrzebu Czapskiego, na którym nie był: „Nikt z »Kultury« nie odezwał się do mnie, nie powiadomiono mnie o uroczystościach pogrzebowych, nikt o nic nie zapytał”.
W książce znalazło się 20 listów Czapskiego do Aeschlimanna z lat 1975-1989, nie ma tych pisanych do polskiego artysty przez jego marszanda. Znaczącą część publikacji stanowią fotografie, dokumenty. Są nie tylko obrazy Czapskiego, ale także Aeschlimanna.
Nie jest to publikacja porywająca odkrywczymi spostrzeżeniami czy literacką jakością, ale na pewno cenny dokument, przyczynek do biografii Józefa Czapskiego.