Odkryto je dopiero, kiedy umarła. Poupychane w różnych miejscach mieszkania: między książkami, w szafach, między ubraniami. Kilkaset zeszytów, wiele tysięcy, zapisanych drobnym maczkiem stron. Kilkadziesiąt lat jej życia uwiecznione w skrupulatnym, chłodnym zapisie, jak choćby: „Dziś przed południem P. wrócił z obozu koncentracyjnego”. Dodajmy, że P. był jej mężem. Na tych samych prawach, tym samym tembrem głosu: wiadomości o podwyżkach cen i chorobach dzieci, śmierci rodziców i zmianach w pogodzie. Nie była nikim szczególnym, jej nazwisko nie zapisało się w historii. Może dlatego, że jej jedyna, prawdziwa pasja pozostawała w ukryciu. Zapiski z codzienności pochłonęły ją samą. Na koniec zostało po niej tylko świadectwo tej rozpasanej, szalonej pasji rejestrowania. Dziennik. Monument.