Kiedy to się zaczęło? Historycy sięgną głęboko, do czasów tuż po wojnie, chociaż wyborcza „gra o wszystko” wydarzała się także w czasie dwudziestolecia międzywojennego. Za moich czasów do takiej masywnej, systemowej konfrontacji doszło w 1989 r. Czerwcowe wybory to była realna konfrontacja nie tylko wizji państwa, ale wybór między niepodległością i statusem sowieckiego satelity, między demokracją i autorytaryzmem, między systemem „dyktatury proletariatu” a rządami parlamentarno-gabinetowymi. Tak, mam świadomość, że od tamtych czasów minęły prawie cztery dekady nowej normalności i kontury tamtych wypadków zatarł czas, ale – wbrew tym, którzy wolą nie pamiętać, albo relatywizują tamte wybory – uważam, że były otwarciem drzwi współczesności. Trudnej, czasem bolesnej, ale – to jej wyjątkowy atrybut – suwerennej.