Reklama

Jerzy Haszczyński: Maroko nie musi się przejmować dziwacznym słowem „walkower”

Przegrać, by jednak wygrać. Ten sam mecz. O Maroku, nie tylko futbolowym – dla początkujących i lekko zdezorientowanych.
Niektórzy będą się martwili, jak rodacy potraktują Brahima Diaza, który na co dzień gra w Realu Madr

Niektórzy będą się martwili, jak rodacy potraktują Brahima Diaza, który na co dzień gra w Realu Madryt. Podważył swój status futbolowego bożyszcza Maroka, nie strzelając karnego, który życzliwy sędzia przyznał pod sam koniec meczu.

Foto: REUTERS/Alejandro Martinez Velez

Pierwsze kroki po wyjściu z lotniska w Marrakeszu. Z przywiezionej z Europy kanapki wypada kawałek kiełbasy. Przechwytuje go kot o podniszczonym futerku. To pewnie pierwsza wieprzowina w jego życiu. Ociera się o nogę i miauczy. Kiciu-kiciu, nie ma więcej. Kotku, koteczku, może coś przywiozą następni turyści. Wysypią się z samolotów, spragnieni muzułmańskiej egzotyki w wersji light. Lubią koty, karmią ich zdjęciami swoje smartfony. „Kot” w literackim arabskim to swojski dla wielu Europejczyków „kyt”. Ale w dialekcie marokańskim brzmi z grubsza jak „mysz”.

Pozostało jeszcze 87% artykułu

-50% na pakiet subskrypcji RP.PL z NYT!

Skorzystaj z wiosennej promocji i ciesz się dwoma dostępami do najbardziej zaufanych źródeł informacji.

Promocja dotyczy rocznej subskrypcji pakietu RP.PL z The New York Times.

Kliknij i przejdź do szczegółów

Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama