Reklama

Jan Bończa-Szabłowski: Oczy tej Magdy jak dwa błękity…

Magda Umer jak Rachela z „Wesela” Wyspiańskiego przypłynęła na chmurce poezji w naszą prozę życia. W czasie, gdy w Polsce Ludowej w piosence królowało „mocne uderzenie”, ona proponowała „Koncert jesienny na dwa świerszcze”.
Magda Umer

Magda Umer

Foto: PAP/Albert Zawada

Kiedy miała 9 lat po raz pierwszy zobaczyła w telewizji „Kabaret Starszych Panów” i ten mocno odrealniony świat, w którym królowała poezja, ale też dobre maniery, stał się jej naprawdę bliski. To ukształtowało jej gust. Postanowiła studiować polonistykę, bo planowała zostać nauczycielką i docierać do młodych z utworami naszych wieszczów. Szybko i mocno wpisała się w kulturę studencką. Śpiewała w klubie „Stodoła”, w konkursie Debiutów w Opolu. Zaczęła królować na słynnej Famie w Świnoujściu. Agnieszka Osiecka wspominając te występy, mówiła mi, że w kontrze do zbuntowanej młodzieży pojawiał się na estradzie „delikatny elf z wielkimi błękitnymi oczami i wyszeptał to, co tamci ewidentnie ignorowali: potrzebę poezji, otwarcia na innego człowieka”. Magda opowiadała historie, które wzruszały, rozgrzewały serce, koiły duszę. Tytuły były długie i proste: „Jeśli myślisz, że ja Cię nie kocham, to się mylisz” czy „Jestem cała w Twoich rękach”. W którymś momencie trafiła na drugiego nadwrażliwca, Andrzeja Nardellego, z którym wyśpiewała „O niebieskim, pachnącym groszku”. On wtedy śpiewał jej „Taka mała, a łzy takie ogromne”. Wspólny występ w Opolu przekreśliła tragiczna śmierć Nardellego.

-50% na pakiet subskrypcji RP.PL z NYT!

Skorzystaj z wiosennej promocji i ciesz się dwoma dostępami do najbardziej zaufanych źródeł informacji.

Promocja dotyczy rocznej subskrypcji pakietu RP.PL z The New York Times.

Kliknij i przejdź do szczegółów

Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama