Polityka w te wakacje nie zwalnia, ale, na szczęście, nie samą polityką człowiek żyje. I dlatego zamiast rozprawiać na temat zamachu na Donalda Trumpa czy kompromitacji polskiej prokuratury w kwestii Marcina Romanowskiego zajmę się tym, na czym znam się najlepiej, czyli religią. Religią, która, o czym czasem się zapomina, ma potężny wpływ na politykę czy życie społeczne. I nie chodzi tylko o wykorzystanie amerykańskiego mesjanizmu w działaniach Donalda Trumpa, ale też o zjawiska bardziej długotrwałe, które rzutują na bieżącą politykę, głównie na jej długofalowy kształt.