"To było parę kroków do furtki" – Michał Szczerbic mówi oszczędnie, ważąc słowa. Siedzimy w studiu warszawskiej Wytwórni Filmów Dokumentalnych i Fabularnych przy Chełmskiej, w miejscu, które mój rozmówca zna doskonale. Powinien czuć się tu jak ryba w wodzie. Mimo to początkowo jest ostrożny. Niejeden już tu przychodził, a potem napisał coś innego, niż usłyszał.
Przyczyną ciekawości dziennikarzy jest „Sprawiedliwy", najnowszy film Szczerbica. Tytuł mówi sam za siebie: rzecz jest o ratowaniu Żydów przez Polaków. Po emocjach wywołanych „Pokłosiem" Władysława Pasikowskiego każde dzieło filmowe podejmujące temat Zagłady będzie nieuchronnie konfrontowane z oczekiwaniami tej czy tamtej strony trwającego od lat sporu. Ludzie spierają się o polską dumę i polski wstyd. Co przeważa na historycznej szali? – to pytanie nie pozostawia nikogo obojętnym. Dlatego o „Sprawiedliwym" wielu recenzentów miało wyrobione zdanie, zanim jeszcze obejrzało film. I chyba nie ma na to rady.
Mnie przed rozmową z reżyserem zastanowiło co innego. Michał Szczerbic, rocznik 1944, w branży filmowej siedzi od niemalże pół wieku. Jest doświadczonym producentem, scenarzystą oraz cenionym w kraju i za granicą kierownikiem produkcji. W tym ostatnim charakterze ma w swoim dorobku m.in. „Listę Schindlera" w reżyserii Stevena Spielberga, „Wielki tydzień" Andrzeja Wajdy i „Pianistę" Romana Polańskiego. Wszystkie trzy dzieła dotykają kwestii Holokaustu, ale filmów na ten temat ma Szczerbic na swoim koncie więcej. Nigdy dotąd jednak nie próbował sił jako reżyser. Dlaczego uczynił to dopiero teraz?
Gość z kibucu
Filmowa opowieść wprowadza nas w połowę lat 60., do prowincjonalnej Polski epoki małej stabilizacji. Hania, w dziecięcych latach uratowana przed śmiercią z rąk hitlerowców, jako młoda kobieta (gra ją Aleksandra Hamkało) przyjeżdża z Izraela do swoich przybranych rodziców. Przybywa jako wysłanniczka kibucu, w którym mieszka: ma przekonać Anastazję, by przyjęła medal Sprawiedliwej. Matka nie chce o tym słyszeć, uważa, że na medal nie zasługuje. „Nie wzięłam cię z własnej woli" – tłumaczy Hani.
Kolejna odsłona cofa nas do czasu wojny. Młoda Anastazja stoi za płotem, obserwując ze zgrozą kolumnę Żydów prowadzonych na stracenie. Z tłumu wyrywa się ku niej kobieta, ciągnąc za rękę małą dziewczynkę. „Ja panią znam, błagam, niech pani ją zatrzyma! Tylko na dwie godziny...". Obie wiedzą, że to nieprawda. Anastazja wzbrania się, ale Żydówka biegnie z powrotem do transportu. Niespodziewanie obdarzona Anastazja chwyta dziewczynkę i próbuje oddać ją matce. Za późno. Żydzi odeszli, ona została z dzieckiem przy otwartej furcie.