O ile można mieć wątpliwości, czy Barbara Kurdej-Szatan powinna zostać skazana – sama je mam, bo szkodliwość społeczna instagramowego wpisu mało lotnej celebrytki nie jest wielka – to naprawdę trudno uznać, że nazwanie kogokolwiek „mordercą” i „maszyną bez serca i mózgu” go nie znieważa. Sąd z jakiegoś powodu postanowił w jej sprawie rżnąć głupa i uznać, że słowa te znieważają mniej niż swego czasu „matoł” wykrzyczany pod adresem Donalda Tuska. Wówczas wypowiedział się nawet Trybunał Konstytucyjny, jeszcze we „właściwym” składzie, uznając, że można za to karać nie tylko grzywną, ale nawet więzieniem – bo taką karę też dopuszcza użyty wtedy paragraf, który ostatecznie uznano za zgodny z konstytucją.

Czytaj więcej

Kataryna: Ziobryzacja władzy

Sąd pochylający się nad wyzwiskami Kurdej-Szatan miał zatem dużą swobodę w ocenie samego zdarzenia i w doborze adekwatnej kary. Wybrał najgłupiej, bo wbrew powszechnemu chyba odczuciu, że wyzywanie od morderców jednak jest zniewagą. Wiarygodności wymiaru sprawiedliwości takie urągające zdrowemu rozsądkowi rozstrzygnięcia nie sprzyjają – a piszę to jako osoba uważająca sam paragraf za zbędny i niemająca nic przeciwko temu, żeby raczej uniewinniać z uwagi na znikomą szkodliwość społeczną.

Wybrał najgłupiej, bo wbrew powszechnemu chyba odczuciu, że wyzywanie od morderców jednak jest zniewagą. 

Radujący się z rozstrzygnięcia w sprawie Kurdej-Szatan mecenas Jacek Dubois kilka dni wcześniej miał inny powód do zawodowej satysfakcji, wywalczył bowiem dla swojego klienta – Radosława Sikorskiego – gigantyczną kwotę ponad 700 tys. zł, i to od samego Jarosława Kaczyńskiego. Kaczyński nie wykonał bowiem sądowego wyroku i nie przeprosił Sikorskiego za oskarżenie go kilka lat temu o zdradę dyplomatyczną, co sąd słusznie uznał za naruszenie dóbr osobistych Sikorskiego. Zdrada dyplomatyczna to oskarżenie zbyt mocne, żeby je uznać za nieszkodliwą retoryczną przesadę i trudno się dziwić, że były minister spraw zagranicznych postanowił się bronić w sądzie, nie mogąc liczyć na honorowe dobrowolne przeprosiny. Okazuje się zresztą, że nie może liczyć nawet na te zasądzone i ostatecznie będzie musiał przeprosić się sam, płacąc ściągniętymi z Kaczyńskiego przez komornika pieniędzmi.

Czytaj więcej

Kataryna: Jacka Kurskiego życie po dymisji

Naczelnik państwa ostentacyjnie lekceważący prawomocne wyroki to przypadek tak gorszący, że użalać się nad jego niedolą nie zamierzam, nawet jeśli samo sądowe skazywanie na bankructwo uważam za bardzo niebezpieczny precedens. Nie pojmuję tylko, jak można mieć jednocześnie satysfakcję z tych dwóch rozstrzygnięć i oba uważać za zwycięstwo demokracji i wolności słowa.