Jeśli PiS-owi ostatecznie uda się przeforsować „ustawę bezkarnościową” wstecznie zwalniającą z odpowiedzialności karnej samorządowców, którzy dwa lata temu złamali prawo, przekazując Poczcie Polskiej spisy wyborców na użytek ostatecznie nieprzeprowadzonych kopertowych wyborów prezydenckich, żaden kolejny rząd nie będzie się już musiał przejmować działaniem w granicach prawa. Przepychany właśnie przez Sejm przepis będzie mógł służyć latami jako precedens do rozgrzeszania każdej władzy z każdego bezprawia. Na końcu przecież wszystko można będzie uzasadnić wyższymi racjami, a każdy podeptany po drodze do politycznego celu przepis uznać będzie można za zbędną przeszkodę utrudniającą skuteczne rządzenie. Zasada, że władza może tylko to, na co prawo jej zezwala, odejdzie do lamusa, co będzie może nawet lepsze, bo uczciwsze niż udawanie, że ciągle ona obowiązuje.