Nie inaczej jest w przypadku gry fabularnej „Ni no Kuni II: Revenant Kingdom", która zaprasza graczy do malowniczego świata Ding Dong Dell zamieszkanego nie tylko przez ludzi, ale i mieszanki ludzi z kotami czy myszami. Sąsiednie krainy zamieszkają ludzie-psy czy ludzie-syreny, co daje przedsmak przygody czekającej bohatera. A jest nim Evan Pettiwhisker Tildrum, młodziutki książę, który w przeddzień swojej koronacji pada ofiarą spisku. Ma zginąć, jednak z pomocą przychodzi mu prezydent jednego z ziemskich państewek, który przeniósł do Ding Dong Dell swoją młodszą wersję i zamierza pomóc Evanowi w stworzeniu dobrego i sprawiedliwego królestwa.

Brzmi to absurdalnie, to prawda, ale zabawa – przypominająca chwilami produkcje anime – nie jest zła. Gracz zyskuje sporą swobodę i może przemierzać okolice, rozmawiać z napotkanymi postaciami, wreszcie toczyć walki w czasie rzeczywistym. W ich trakcie korzysta zarówno z broni białej, jak i magii. Ciekawostką jest obecność higglediesów, lokalnej odmiany pokemonów, które łapie się, szkoli i później wykorzystuje w bitwach. Do tego jeszcze należy tu – niczym w klasycznych strategiach – rozbudowywać swoje królestwo, stawiać nowe budynki o różnych funkcjach i zarządzać posiadanymi zasobami. Jednym słowem: „Ni no Kuni II: Revenant Kingdom" to takie pomieszanie z poplątaniem. Jak sushi. Ryż, ryba, wodorosty. I sos sojowy na dodatek. Oj, niełatwo się od tego oderwać.

PLUS MINUS

Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:

prenumerata.rp.pl/plusminus

tel. 800 12 01 95