Reklama

Łatwo przeoczyć granice

Gdy czytałem najnowszy zbiór esejów Dariusza Gawina, przypomniała mi się ulubiona fraza liberalnych publicystów, którzy na początku lat 90. tłumaczyli: "Byliśmy z Kościołem, gdy był on znakiem sprzeciwu, ale nie po drodze nam z nim, gdy po upadku komunizmu stał się znakiem nakazu".

Publikacja: 15.02.2008 21:38

Czy podobne zdanie można wypowiedzieć o liberalizmie? Kiedy staje się on znakiem nakazu? Teoretycy liberalizmu lubią surowo oceniać instytucje oparte na objawieniu czy autorytecie, ale sami nerwowo reagują na pytanie o to, w jakim stopniu gotowi są zatrzymać się w chęci regulowania porządku społecznego.

Ludzie powołujący się na tradycję narodową składają ukłon dziedzictwu, które cechuje wiele sprzeczności i niekonsekwencji. Zwolennicy liberalizmu często wskazują na irracjonalizm takich "narracji" i ich potencjalną zdolność uwodzenia całych społeczeństw.

Jeszcze do niedawna w większości państw Zachodu rolą idei mobilizującej masy w razie wojen był patriotyzm. Wymaga on postrzegania państwa jako całości donioślejszej od indywidualnych korzyści. Jednak dzisiejsze pokolenia żyją w krajach, które dawno obśmiały taką retorykę. Wojska stały się zawodowe i to miało uniezależnić je od lęków i nastrojów roczników wysyłanych z poboru na wojny. Ale uzawodowienie armii nie zmienia dylematu, w imię czego ryzykować życie? Przypominają się holenderscy żołnierze ze Srebrenicy. Byli przecież dobrze opłacani i zgodzili się sami na wyjazd do Bośni. Ale pozbawieni "irracjonalnego" etosu bojowego - przekonywani, że ich cnotą jest jedynie "profesjonalizm" – stali się psychicznie bezradni wobec słabiej uzbrojonych, ale pełnych szowinistycznego testosteronu Serbów.

Gawin nie szuka na siłę optymistycznych puent. Ze spokojem badacza wskazuje, że demokracja liberalna musi zderzać się z trzema instytucjami, gdzie musi dominować autorytet – religia, rodzina i uniwersytet. Demokratyzowane na siłę zaczynają być karykaturą samych siebie. A na dłuższą metę bez żywotności tych instytucji demokracja liberalna więdnie.

Jedynym wyjściem jest zdolność do samoograniczania się obu stron konfliktu. Ale aby takie kompromisy budować, liberałowie muszą zadać sobie pytanie o granice demokracji liberalnej. Problem w tym, że nie zawsze mają sobie ochotę takie pytania stawiać.

Reklama
Reklama

Dariusz Gawin, Granice demokracji liberalnej, Ośrodek Myśli Politycznej, Kraków 2007

Skomentuj na blog.rp.pl

Plus Minus
Ksiądz pedofil wykorzystywał Monikę jak tylko mógł. Zmowa milczenia i zaniedbania biskupów
Plus Minus
„Źródło czerni”: Polska w ciemnościach
Plus Minus
„Cartaventura: Lhasa”: Wyprawa po kartach
Plus Minus
„Jay Kelly”: Ostatnia gwiazda kina
Plus Minus
„Wysokie i niskie tony”: Bracia z różnych światów
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama