Reklama

Oblicza współpracy z komunizmem

W PRL było wiele rodzajów realizmu: od geopolitycznej rezygnacji poprzez przekonanie, że socjalizm jest jednak przyszłością po poszukiwanie rekompensaty za lata marginalizacji. W większości przypadków można było zajść za daleko lub się zatrzymać
Stefan Kisielewski i Ewa Demarczyk podczas I festiwalu piosenki w Opolu. 1963 r. (fot. Marek Karewic

Stefan Kisielewski i Ewa Demarczyk podczas I festiwalu piosenki w Opolu. 1963 r. (fot. Marek Karewicz)

Foto: Forum

Z debaty o książce Romana Graczyka „Cena przetrwania. SB a „Tygodnik Powszechny"" zapamiętałem Bartłomieja Sienkiewicza, który podczas warszawskiej promocji tej pracy wzywał, aby odpowiedzieć sobie raz jeszcze: czym był PRL. Czy jednak wielu posłuchało jego sugestii?

Andrzej Romanowski, dyżurny pogromca IPN, podsumowując dyskusję na łamach „Gazety Wyborczej", trzy czwarte artykułu poświęcił rozprawie z autorem. Oto twórcy „Tygodnika" mieli jedną skazę: nie wychowali następców poza Graczykiem, który pokalał własne gniazdo. Rzadko kiedy można się doczekać tak otwartego wyznania, do czego służy historia. Jest narzędziem w utwierdzaniu dobrego imienia i historycznych racji.

Odmienną próbą wyciągnięcia wniosków była obrona książki, jakiej podjął się na łamach „Rzeczpospolitej" jej wydawca Robert Krasowski. Trafnie zauważył, że Krzysztof Kozłowski, Andrzej Romanowski i inni rzecznicy legendy redakcji na Wiślanej bronią w istocie tygodnikowej legendy ukształtowanej w latach 80., kiedy to pismo stało się naprawdę pismem opozycji wobec normalizacji a la generał Jaruzelski.

Pozostało jeszcze 96% artykułu

Czytaj dalej bez ograniczeń – kup dostęp w ofercie specjalnej

Teraz miesięczna subskrypcja już od 9,90 zł (zamiast od 19 zł)

Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji:

  • dostęp do wszystkich treści na serwisie RP.PL
  • Plus Minus – treści publicystyczno-reporterskie
Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama