Pierwszy wybór esejów Davida Hume'a ukazał się w roku 1955 jako 12. tom Biblioteki Klasyków Filozofii w przekładzie Teresy Tatarkiewiczowej, w opracowaniu i ze wstępem jej męża. Niesłychanie cenna seria, jaką była BKF, została stworzona po to, by najwybitniejsi wówczas polscy filozofowie, tacy jak Ajdukiewicz, Dąmbska, Elzenberg, Ingarden, Kotarbiński, Ossowscy, Tatarkiewicz, mogli przeżyć, zajmując się tłumaczeniami i komentowaniem najważniejszych autorów minionych stuleci.

Wybór Tatarkiewicza nosił tytuł „Eseje z dziedziny moralności i literatury". Ostatnio Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego opublikowały dokonany przez Łukasza Pawłowskiego i w jego przekładzie, niepokrywający się z poprzednim wybór „Esejów z dziedziny moralności, polityki i literatury". Za życia Hume'a ukazało się nie mniej niż 17 wydań esejów, wydań rozszerzonych, przekomponowywanych, z tekstami nieraz zmienianymi. Tak więc można mieć nadzieję na kolejne wybory.

W obecnej edycji z nieco mniejszym niż zwykle entuzjazmem czytam eseje dotyczące polityki, które dla pełnego zrozumienia wymagają bardzo szczegółowej znajomości historii Anglii.

Hume zwraca uwagę na ogromne zróżnicowanie ludzkich usposobień i charakterów. Bywają osoby obdarzone szczególną wrażliwością uczuciową. Każde pomyślne wydarzenie wzbudza w nich żywiołową radość, niepowodzenia, przeciwności losu przyprawiają je o przejmujące zgryzoty. Łatwo pozyskać ich przyjaźń, natomiast drobny objaw lekceważenia, najmniejsza obraza rodzi gwałtowne rozżalenie. Tacy ludzie doświadczają zarówno żywszych radości, jak i bardziej dojmujących smutków niż inni, o chłodniejszym usposobieniu. Wielkie przyjemności zdarzają się nam rzadziej niż nieszczęścia, dlatego wrażliwy charakter częściej wystawiony jest na działanie tych drugich. Dobre lub złe zrządzenia losu w niewielkim stopniu zależą od nas, stąd wrażliwi popadają w melancholię, łatwo zatracają rozsądek i roztropność, podejmując mylne, nieodwracalne decyzje.

„Niektórzy – powiada Hume w eseju »O wrażliwości uczuć«  – przejawiają bardzo podobną do wrażliwości uczuciowej wrażliwość smaku". Obdarzonemu tą zdolnością piękny wiersz lub obraz sprawią przyjemność i rozkosz, a wszelkie głupstwa wywołają w nim równie silne poczucie wstrętu i zażenowania. Inteligentna, kulturalna rozmowa dostarczy mu najlepszej rozrywki, a impertynencja czy grubiaństwo będą wielką przykrością. Wrażliwość smaku poszerza gamę doznawanych radości i smutków.

Hume zdecydowanie twierdzi, że mimo podobieństwa obu rodzajów wrażliwości wrażliwość smaku jest cechą godną pielęgnacji, wrażliwość uczuć zaś zasługuje na ubolewanie i powinna być tonowana. W przeciwieństwie do zrządzeń losu to, jakie książki będziemy czytać, jakiej muzyki słuchać i w jakim towarzystwie będziemy się obracać, zależy niemal wyłącznie od nas. Hume jest przekonany, że praca nad doskonaleniem smaku jest zarazem najlepszym lekarstwem na zbytnią wrażliwość uczuć. Aby docenić genialne dzieło sztuki, trzeba wziąć pod uwagę wiele opinii i posiąść wielką wiedzę, co sprawi, że wiele rzeczy, które innym sprawiają przyjemność lub smutek, wyda się nam zbyt błahych, by były warte uwagi. Wrażliwość smaku ogranicza nasz wybór znajomych do garstki ludzi, sprawiając, że zarówno towarzystwo większości innych, jak i błahe rozmowy staną się nam obojętne.

Te rady i wskazania Hume'a były z pewnością zarazem opisem jego własnego postępowania. Ceniony autor, przez jakiś czas ambasador brytyjski w Paryżu, cieszący się przyjaźnią najwybitniejszych współczesnych, wśród nich Adama Smitha, rzeczywiście zapewnił sobie znaczny komfort psychiczny i duchowy. Miało to jednak swoje konsekwencje. W eseju „Sceptyk" pisze: „Natura sprawiła, że ludzie mniej się między sobą różnią pod względem doznań umysłowych niż... doznań cielesnych, a tym samym uczyniła nas bardziej podobnymi do siebie od wewnątrz niż na zewnątrz". No cóż, wprawdzie podczas nagłych nawrotów chłodu ostatniej wiosny można było na warszawskich ulicach spotkać równocześnie ostrzyżonych na zero osiłków w podkoszulkach na fantazyjnie wytatuowanych barach i szczupłych panów w średnim wieku w paltach i czapkach, ale różnice między nimi i tak z oczywistością są mniejsze niż między potencjałami duchowymi Władysława Tatarkiewicza a takiego pana J. Palikota. Nie sądzę, aby podobne różnice umysłowości były rezultatem degeneracji naszych czasów. Tak więc szczęśliwy osobiście filozof głosi fałszywe przekonania na temat rzeczywistych społeczeństw.

Zresztą w eseju „O godności i podłości natury ludzkiej" Hume sądzi, że przeświadczenie o godności sprawia, iż staramy się mu dorównać, gardząc łajdactwami niegodnymi owego przeświadczenia.

Jest Hume przede wszystkim zwolennikiem umiaru. Zajmuje się wieloznacznością pojęcia zbytku. „Opinia, jakoby zaspokajanie zmysłów lub dogadzanie sobie pod względem jedzenia, napitku lub strojów było zawsze przewinieniem, może zrodzić się jedynie w umyśle ogarniętym szałem fanatyzmu" – twierdzi. Przytacza też opowieść o mnichu, który mając z okna swej celi wyjątkowo piękny widok, „zawarł ze swoimi oczyma pakt, iż nigdy nie będzie się zwracał w tamtym kierunku, aby nie sprawiać mu przyjemności zmysłowej". Przyjemności stają się przywarami dopiero wtedy, gdy popychają do roztrwonienia majątku, przynosząc niedostatek, ubóstwo, wreszcie nędzę. Osobiście zamożny Hume bardziej niż pieniądze cenił sobie czas wolny. Przyjemności zażywane bez umiaru mogą doprowadzić do przesytu, a więc do nudy w miejsce radości.

Ostatnie uwagi pochodzą z eseju „O doskonaleniu sztuki". Jak wszyscy wielcy eseiści Hume rzadko trzyma się ścisłego przestrzegania wybranego tematu, chętnie rozbudowując dygresje. Tym właśnie się różni esej od artykułów wstępnych i szkolnych wypracowań.