W lutym w moskiewskim szpitalu matką została 60-letnia Galina Szubenina. Wcześniej przydarzyło się to rumuńskiej profesor 66-letniej Adrianie Iliescu, 50-letniej Kanadyjce Anthei Nicolas, która pomyliła oznaki ciąży z menopauzą, 47-letnim amerykańskim aktorkom Holly Hunter i Halle Berry, nie wspominając o całej plejadzie młodziutkich czterdziestek, takich jak Uma Thurman czy Katarzyna Figura.
A jeszcze całkiem niedawno żyliśmy w przekonaniu, że natura zawiesiła nad kobietami dziecioodporny sufit menopauzy, raz na zawsze zamykając im w pewnym momencie drogę do macierzyństwa. Jakaż to była fikcja! Okazuje się, że obecnie na świecie rośnie liczba kobiet decydujących się na prokreację po 45. roku życia. Coraz liczniej o ciążę zabiegają też panie 50+, adoptując gamety młodszych kobiet, szczególnie tam, gdzie nie ma ograniczeń prawnych w tym zakresie. Na przykład w Polsce. Oto nadciąga moda na spóźnione macierzyństwo, przez ginekologów zwane geriatrycznym.
Okazuje się, że nasze babki paliły staniki ledwie w marnej potyczce z patriarchatem. Bo to my, będąc już prawie (a czasem bardziej) jak mężczyźni, ruszamy na prawdziwą wojnę – z naturą. Tylko czy naprawdę dojrzewamy do macierzyństwa coraz bliżej czasu przekwitania? Czy raczej, przeceniając wagę dążenia do samostanowienia i mitycznej niezależności, ustawiamy poprzeczkę tak wysoko, że zjadamy teraz na niej własne zęby? Czy ciąża po menopauzie na pewno jest wyrazem dojrzałości, czy raczej bywa spełnieniem kolejnej zachcianki, próbą odzyskania uczucia mężczyzny, poszukiwaniem straconego czasu, cudownym kremem Bułhakowowskiej Małgorzaty czy czymś jeszcze innym? I czy istnieje argument na tyle silny, by tego spóźnionego życia po prostu nie dawać?
Feeling na dziecko
Z Martą piję kawę w galerii handlowej. Jest jednym z szefów w dużej korporacji, ma 47 lat i piersi 30-latki. Pięknie wypełnione silikonem i mlekiem, bo od trzech miesięcy jest mamą Wiktorii (mówi o niej „moja prezeska"). Bawi ją Kuba Wojewódzki, pogardza ciemnogrodem i czuje się megacool. Kieruje nią myślenie strategiczne, czyli wyznaczony target i dążenie do niego. Warunkiem sukcesu jest nieustający „progres", oczywiście własny. Mówi, że kalkulując „deadline na dziecko", poddała się inseminacji nasieniem męża, darując sobie ryzyko fiaska przyjemniejszych prób zajścia w ciążę.
– Na dziecko trzeba mieć feeling, a ja go właśnie mam – mówi z uśmiechem. – Od piątego miesiąca nie mogłam pracować, leżałam. Parę lat temu byłby to dla mnie zawodowy krach, koniec widoków na kasę i spełnianie marzeń. Widzi pani tamte młode babki z wózkami? – wskazuje ręką. – Ciągle takie spotykam: biednie ubrane, sfrustrowane, smutne. Gonią te swoje mrzonki o wielkim świecie, kontemplując witryny sklepowe, a resztki z debetu i tak pójdą na nowe pampersy. I po co miałabym tak wyć, zamiast żyć? – pyta.
Z danych Amerykańskiego Centrum Kontroli Chorób wynika, że w latach 2000–2012 współczynnik pierwszych urodzeń wśród kobiet między 35. a 39. rokiem życia wzrósł o 24 proc., a w przedziale wiekowym 40–44 lata aż o 35 proc. „Tendencja ta ma istotny wpływ na strukturę populacji USA, to jest zmniejszenie całkowitej płodności i wielkości rodziny" – podsumowano badania na stronie instytutu.
W Polsce tylko w Klinice Położnictwa i Ginekologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego przy pl. Starynkiewicza w latach 2009–2014 matkami zostały 193 kobiety powyżej czterdziestki. Dane GUS pokazują, że średni wiek urodzenia pierwszego dziecka w ciągu ostatniej dekady wzrósł u nas aż o trzy lata. W 2012 r. było to 29 lat, w 2006 – 26,1 roku, ale w 1990 r. – już niewiele mniej, bo 26 lat. Coraz później decydujemy się też na zawarcie małżeństwa.